poniedziałek, 24 lutego 2014

Wielki comeback!

Obiecałam Dziewczynom Kochanym (wy wiecie o kim mówię :P), że wrócę. 

Dalej nie mogę znaleźć weny tfurczej na usprawiedliwienie się :P powiedzmy ogólnie, że życie wywróciło mi się do góry nogami, na lewą stronę i jeszcze trochę skrzywiło się po skosie :P Może później, stopniowo coś napiszę, ale skoro mam wrócić na ciepłe łono blogosfery na dłużej, nie mogę zacząć z grubej rury.

Mag-ik wymogła na mnie obietnicę, że jak tylko zakończę aktualna robótkę to coś napiszę, zatem piszę :P

Ostatnio wpadłam w serwety robione na drutach. Dostałam spadkowy, wiekowy kordonek, a nawet kilka, w różnych kolorach... No dobrze, żeby być uczciwą, muszę przyznać, że dostałam cały wór kordonka, a z zapasu każdego koloru można by obszydełkować cała rodzinę :P

Z szydełkiem jakoś nigdy się nie polubiłam więc przez dobre pół roku zachodziłam w głowę, co ja mogę z tego kordonka zrobić. Prób było kilka, kilka pomysłów, wszystkie do bani. Ostatnio dopiero, nie wiem co mnie napadło, pomyślałam - serwetka i zobaczymy bo później być może serwetki, sztuk więcej. Zabrałam się za druty, oczywiście najcieńsze jakie mam w stajni - 2,0 KnitPro, wybrałam ciekawy niebieski kolor, wzór: Doily with Spiral by Verlag Otto Beyer Design Team i jazda. Poszło błyskawicznie, na tyle szybko i prosto, że mi się spodobało :) Uwielbiam robić chusty i szale z delikatnych włóczek i obserwować jak wzór przyrasta, ale to była zupełnie inna bajka ;)

Zdjęć brak - serweta prosto z krochmalenia wylądowała u ciotki-od-kordonków i wzbudza zachwyt :P przy okazji wizyty jakiejś pewnie przywiozę zdjęcia. Wzór tylko w formie opisowej, z resztą na początku zawsze było mi łatwiej korzystać właśnie z takiej. 

Po próbie zwieńczonej sukcesem, przeszukałam odchłanie internetów i wybrałam wzór kolejny (zamówienie na prezent po rodzinie) Frosted Ferns #7633 by Herbert Niebling - a bo czemu nie :P robiłam 8 dni i myślałam chwilami, że serdecznie znienawidzę serwetki a w szczególności miliardy podwójnych narzutów, w których H. Niebling się lubował w swoich wzorach. Specjalnie na tapecie trzymałam zdjęcie gotowej serwety bo wiedziałam, ze jeśli zabraknie mi pary to rzucę w kąt i nigdy nie wrócę. Nienawidziłam tej serwety. A jeszcze trochę głupio rozpisany wzór, który zamieściło wydawnictwo "a ja TAK czytam schemat" i podało, że w rzędzie 74tym trzeba przeciąć włóczkę, przełożyć 30 oczek i zacząć od nowa... 

A. w rzędzie 72 (zawczasu) pokazała rozpisce to co Kozakiewicz i zaczęła korzystać ze schematu.. I zaczęło się układać :) Nareszcie widziałam wzór, wiedziałam jak idzie dalej, czy nie ma błędu, a jak się trafił to bez godzinnych rozważań czy cofania się po jednym oczku, naprawiałam od ręki. Znacie to pewnie - ten moment kiedy dokładnie widzisz, jakie oczko zaraz przejdzie w jakie oczko, nie dlatego, że znasz wzór na pamięć, ale dlatego, że jest to ze wszech miar logiczne :) 

W każdym razie, serweta skończyła się wczoraj jeszcze innym brzegiem niż sugerowane - pozamykałam te setki oczek szydełkiem, tak jak kiedyś pokazała IK ;) jednak dopiero dzisiaj wyrysowałam koło, zaznaczyłam na oko 30 punktów po okręgu , wykąpałam serwetę w krochmalu i ponapinałam (z krochmalem wiąże się ciekawa historyjka ale to innym razem ;)) i oto ona: 
zdjęcie na świeżo wygrzebanym z piwnicy materiale zrobione ziemniakiem - wybaczcie, nie chciało mi się wyciagać wypaśnej lustrzanki :P średnica prawie 120 cm

Do Nieblinga nie wrócę za szybko - to na pewno, ale nie jest to moja ostatnia serweta w karierze... Chwilowo odrzucają mnie jedynie nieprzebrane ilości podwójnych narzutów. 

Kobiecie Szyjącej obiecałam za to wieści z frontu roboczego :P ogólnie - nędza... słaby moment startowy, dodatkowy poślizg i weszłam na rynek w najgorszym możliwym momencie. Dla wszystkich innych: w październiku odeszłam z Wielkiej-i-Prężnej-Instytucji-Finansowej, poszłam na swoje i... się nie zachwyciłam. Polskie prawo wychodzi z założenia, że skoro jestem przedsiębiorcą to, za przeproszeniem, wydalam pieniądze w dużych nominałach i ilościach. Jeśli komuś się też tak wydaje to wyprowadzam z błędu. Prowadzę firmę handlową, po opłaceniu wszystkich mniej lub bardziej "dobrowolnych" składek i opłat wychodzi na to, że nawet kosztów jeszcze nie pokryłam. A gdzie dalsze zaopatrzenie? gdzie jakieś inwestycje? gdzie jakikolwiek zarobek? niestety przychody zostają przeżarte, bo skądś na ZUS trzeba mieć, jakoś prąd zapłacić i coś do lodówki włożyć. 

Także aktualnie zimuję, czekam aż trochę większa kasa się trafi to pojadę znowu do Włoch i przywiozę coś bardziej wiosennego. Smutne to, ale nie zaoferuję klientkom ubrań z centrum chińskiego pod Warszawą jako "made in Italy" tylko dlatego, że jak inni sprzedawcy poucinam im te kawałki metek, na których chińskie znaczki widniały (tak - sytuacja w dobrze znanym i odwiedzanym często butiku w centrum stolicy...-.-). Jeśli któraś z Was ma ochotę zerknąć na mój asortyment, pozwolę sobie na reklamę (za którą też nikt mi nic nie płaci :P) i zapraszam: www.100am.pl lub na fejsbóku: 100AM :)

Wieści mam znacznie więcej, ale stopniowo jak te wschodnie tancerki zrzucają woale, tak ja je będę dawkować. Postaram się was nie zanudzić i wrócić na bloga już bardziej na stałe ;)

Na "do widzenia" - nasze paskudy (w ciągu tego roku najmłodsze dziecię nam dorosło i średnio raz na miesiąc funduje nam okres wycia i mrałczenia).





A to Rudi - ponoć wyjątkowo wredne, już bezjajeczne kocisko mojego brata ;)


Ps: Na fejsie w grupie Warszawa szyje wrzucałam już to zdjęcie :) ale tutaj też się pochwalę. Co znalazłam w naszej piwnicy, odkurzyłam i zachwyciłam się faktem, że działa i to działa cichutko ;)

16 komentarzy:

  1. Wreszcie, wreszcie jesteś :D :D To się za Tobą stęskniłyśmy (ja pierwsza, ale pewnie zaraz rządek się ustawi). Życie ma to do siebie, że czasem lubi j.....ć siekierą po głowie. A potem poprawić jeszcze młoteczkiem w po krzyżu. Dla pocieszenia Ci powiem, że ja swoje historie, jeśli skończą się tylko bezpiecznie to wydam, bo Chmielewska przy tym wymięka.

    Menażeria przecudna. Dziś wyjątkowo nic nie piłam, więc trochę zdziwiłam się wyglądem kota z trzeciego zwierzęcego zdjęcia. Może właśnie powinnam wypić, wtedy królik byłby na legalu ;)

    Co do serwetek szydełkowych to specjalnym afektem do nich nie pałam, ale pomyślałam, że chętnie nosiłabym to jako np. bolerko. Nie wiem czy kojarzysz takie swetry robione z koła - koło i dwie dziury na ręce. Czy to się da zrobić na szydełku to nie mam pojęcia, bo ja tylko łańcuszek umiem wydziergolić, ale tak mi się wizja objawiła (powtarzam - na trzeźwo) :D

    Lecę oglądać co tam dajesz, a potem będę podawać dalej :)
    I żeby mi nie było znowu, że na następny post trzeba będzie rok czekać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiecuję, że postów będzie więcej zanim zniknę :P specjalnie sobie rozplanowałam co pokazać po kolei i czym Wam oczy nacieszyć :P

      Do serwetek też miłością nie pałam, z szydełkiem się nie pokochałam, dlatego na drutach wyrabiam póki co. Ale powiedzmy szczerze - jest zbyt to mogę robić, z czegoś ZUS trzeba zapłacić :/ A co do bolerka - takie cudo na szydełku na pewno byłoby jeszcze łatwiej zrobić niż na drutach ;) ale ja z szydełkiem nie za bardzo za pan brat, może któraś z szydełkowych diw blogosfery się wypowie ;)

      Król zdecydowanie bardzo koci się zrobił (wyżera z kociej miski mięsne chrupki, usiłuje sadzić do kociej kuwety i furka jak się go głaszcze) więc oko sprawnie zauważyło kocie cechy :P

      Też się stęskniłam, ale wena to paskudna s..ka i długo trzymała się z daleka ;)

      Usuń
    2. No nie mów, że takie serwetki na drutach śmigasz! Owszem z drutami za pan brat byłam drzewiej, ale do serwetek nigdy nawet bym się nie przymierzyła.
      I jak już wcześniej mówiłam teraz żadnego znikania. Moja kolej na znikanie teraz będzie ;)

      Usuń
    3. No na drutach, na szydełku by mi się nie chciało :D największe szydełkowe cudo jakie zrobiłam to 5 centymetrowy potworek na zamówienie J. :P drugiej sztuki już nie zmęczyłam. Ja nie szydełkowa - to wielkie zielone paskudztwo ze zdjęcia to same druty (no szydełkowe zamykanie oczek) ;)

      Z tym znikaniem to proszę mi tu nie grozić >.< albo obiecać, że chociaż popatrzeć i skomentować zajrzysz (jak i mnie się zdarzało :P)

      Usuń
    4. Nie grożę. Informuję ;) W każdym razie jak dobre bogi i pozytywne myślenie pozwolą to od środy zaczynam nową pracę, być może z częstymi delegacjami. Czasu będę mieć mniej.

      Jeśli zmuszona będę występować inkoguto jak mawiała moja koleżanka, to umówimy się na jakieś hasło, żebyś wiedziała jak rozpoznać moje głupoty anonimowe ;)

      Usuń
    5. Rozpoczynam zatem składanie ofiar w intencji pozytywnych doświadczeń okołozawodowych ;)
      Może być i hasło i oby po nim następowały pozytywne przemyślenia ;) tego życzę ja i moje bogi. HOWGH!

      Usuń
  2. Na widok serwety szczęka mi opadła... Na drutach... Szacun!
    A co do maszyny - masz skarb! Odkurz, oczyść, wlej oliwy gdzie potrzeba i szyj - patchworki na ten przykład ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serweta sprawia, że wciąż puchnę z dumy ^^ nie sądziłam, że zmęczę ten wzór :P

      A co do maszyny - odkurzona, doczyszczona, naoliwiona (dziadek zabezpieczył ją przed schowaniem do piwnicy po prostu świetnie) i nie wymagała żadnej regulacji :) szyje i przeszywa wszystko, a cichutka wyjątkowo :D

      Paczłorki czekają w kolejce - na razie serwetki dla podreperowania budżetu ;) ale nęcą i wabią ;)

      Usuń
  3. No dobra, serwetą mnie powaliłaś, koty - jak zwykle - cudne, a teraz nie mam czasu pisać, bo muszę zobaczyć ten asortyment...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ^^ moja duma przestaje się mieścić na krześle :P jak dotrę z udziergiem w jakieś sensowne miejsce do sensownego zdjęcia to pokażę coś więcej, bo to zrobione ziemniakiem (jak J. nazywa aparat w telefonie) jest marniutkie :P

      Usuń
  4. Za firmę trzymam kciuki, bo jak kiedyś jakiś guru od ekonomii powiedział, że pierwszy rok prowadzenia firmy to saldo na minusie, drugi rok zarabiamy na opłaty i wychodzimy na zero, w trzecim roku zostaje nam już jakaś nadwyżka, choć oczywiście życzę Ci by te etapy przebiegły Ci bardziej ekspresowo :)
    Serwet na drutach nie robiłam, bo ja z kolei wolę machać je na szydełku, ale jak może pamiętasz "drutowałam" kilka chust i całkiem mi się podobało. Podziwiam Cię za to, że potrafisz robić z opisów, ja jak nie mam narysowanego to nic nie kumam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy robię z opisu czy z rysunku - to zależy ;) czasem rysunki są tak nakićkane, że się skichasz a nie połapiesz a czasem opis słowny daje ci własnie rady typu "przetnij nitkę i zacznij 30 oczek dalej od nowa" co doprowadza człowieka do szału, bo chyba wszyscy tak samo kochamy chowanie nitek w gotowej robótce :P

      Że z firmą tak jest to ja wiem i rozumiem ;) ale fajnie byłoby mieć z niej chociaż na ten nieszczęsny, obowiązkowy wszak zus :/ przecież mało kto rozkręcający biznes ma fundusze na to, żeby przez kolejny rok wciąz i wciąz dokładać i jeszcze mieć za co żyć i rachunki płacić... także obawiam się, ze ten cudowny przepis tego guru to sie odnosi do firm "fanaberii" ludzi z pieniędzmi :/ ale ale, nie będę narzekać, aż tak. dołapałam chwilowo fuchę, z której na zus mi wystarczy, banki niech się póki co schowają i pogodzą z opinią owego guru bo mając do wyboru kolejną durna opłątę i kawałek chleba lub prąd w mieszkaniu - wiadomo co człowiek wybierze...

      Usuń
  5. kot na piątym zdjęciu siedzi na pudle od gitary, takie coś ostatnio jeden z muzyków uprzejmy był zostawić za bramą (pracową) i odjechał w siną dal a potem ze strachem w głosie dzwonił i pytał czy może jeszcze jest czy któryś z uprzejmych prażan był już się zaopiekował jego instrumentem rozgadałam się o tym bo niechcący wiem co to jest a co do zusu to dlaczego nie płacisz obniżonego? Kociambry cudaśne jak robótka zresztą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano siedzi kota na pudle na gitarę (basową w tym wypadku) iż aż ponieważ połowa-moja-deko-brzydsza szczyci się graniem na tymże instrumencie ;) i wywleka czasami pokrowce, w których od razu lęgną się koty ;)

      Co do zusu - płacę obbniżony, co nie zmienia faktu, że nawet na obniżony należy pieniądz zarobić. A w okresie stangrancji nawet te 431 pln robi różnicę. Mieć 400 a nie mieć 400 to już 800 PLN i tak dalej :/

      A w imieniu kociorów dziękuję, odchowane na mym-łonie, tymi ręcyma i kochane do zasłodzenia ^^

      Usuń
  6. piękna serweta :) jestem na etapie szukania do niej schematu :)
    pozdrawiam bieta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serweta to Niebling Frosted Ferns i za darmo możesz go zdobyć tutaj: http://freevintageknitting.com/doily-patterns/spool201/frosted-ferns-doily-pattern :) robi się miło, ale morze podwójnych narzutów może doprowadzić do łez :P

      Usuń