sobota, 13 kwietnia 2013

Takie tam - różniaste i skończona umywalka...

Wróciłam :) wciągnęło mnie na trochę życie, ale wracam na łono blogowe z tarczą a nie na tarczy :) 

Hydraulicznie - FO

Za oknem burza i tym bardziej, mimo wiosennych temperatur, nie chce się człowiekowi wysuwać nosa za drzwi zatem dokończone zostało rozpoczęte dwa tygodnie dzieło zniszczenia łazienkowego ;) Normalnie nie zajęłoby wszystko więcej niż pół dnia, jednak połączenie braku czasu, małej ilości snu i małej ilości siły, studiów, konieczności prokurowania jakiegoś jedzenia oraz nieszczęsnego prawa Murphy'ego pokazującego swoje możliwości, rozciągnęło wymianę umywalki na dwa tygodnie :/
Ale po kolei. Najsampierw porównanie: przed i po :)
Widać różnicę, prawda? :) 
A teraz na serio:
Wybaczcie krzywość drugiego zdjęcia, ciężko sfotografować lustro nie pokazując w nim również swojego roboczego ubrania ^^

Zyskaliśmy schowek łazienkowy na środki czystości ogólnomieszkaniowej, rury nie plączą się po widoku a powierzchnia użytkowa maleńkiej łazienki jakoś tak wzrosła. No i macie ostatnią, miejmy nadzieję, okazję do podziwiania naszych paskudnych kafelków ;) Jak dobrze pójdzie będzie malowanie w okolicach lata - ale o tym kiedy indziej. Kibelka nie pokażę, ponieważ z różnych przyczyn, mimo planów jest wciąż niewymieniony i straszy swoja obskurnością. Ale za to ręce myjemy już w ślicznej nowiusieńkiej porcelanie, lśniącej białością, co samo w sobie powiększa optycznie pomieszczenie ;)

Dodatkowo zamocowane mamy w miejscach strategicznych nowe wieszaki na ręczniki :)
Tu widać oba, na przeciwnych końcach wanny

I ponownie się chwalę swoim ultra przydatnym wyrobem szyciowym - kieszenie rulez!

Teraz zostaje wymienić i przesunąć muszlę, wstawić obok regalik i pomalować kafle a łazienka strasząca wcześniej swoimi miniaturowymi rozmiarami i małą praktycznością stanie się pałacem :) W kolejny wolny weekend mam w planie przygotować i zamocować pierwszą półkę - nad drzwiami. Na jakieś ręczniki, zapasy papieru czy nadprogramowe środki czystości - będzie praktycznie acz minimalistycznie.

Przygotowałam sobie cały długi tekst traktujący o ewentualnych pułapkach wymiany umywalki, ale stwierdziłam, że nie będę Was zawalać prawdopodobnie bezużyteczną wiedzą. Zachowam posta na później, albo jak ktoś będzie potrzebował to mogę się doświadczeniami podzielić ;)
Na zakończenie tego tematu - miniaturowy przegląd przygód i innych atrakcji ;)
Pudełko - i wszystko jasne ;) a tak żyliśmy przez kilka dni...
Braki w długości rurek oraz poprawiona wersja (wyrób foliowy służył zatamowaniu wątpliwie przyjemnych wyziewów z rur:/)

Drutowo - WIP

Druga wersja bolerka fasOLI dalej w trakcie robienia. Natknęłam się na chwilowo nierozwiązywalny problem i UFOk powędrował na koniec szuflady.
Ale na innych drutach aktualnie króluje paulie. Jestem na etapie łokcia pierwszego rękawa, robię bardzo dokładne notatki, więc drugi rękaw pójdzie jak z płatka, potem tylko listwa brzegowa i skończę. Może na uczelnię w przyszły weekend już będę miała nowy ciuszek :) Cieszę się bardzo zwłaszcza, że kontrolne przymiarki potwierdziły idealnie dobrany rozmiar :) W końcu zrozumiałam działanie próbek: wyliczyłam na podstawie swojej, że muszę robić rozmiar S (mimo metra w biuście) i SUKCES!!!
Oto i moje Work In Progress:
Ten Granat to grafitowy jest, aparat się nie zna :P

A, i miałam się wypowiedzieć na temat KP Karbonz. Zasadniczo jestem zadowolona, nawet bardzo. Nie haczą nawet cienkiej włóczki, chociaż na moherze nie sprawdzałam (nie przepadam za taką włóczką), nie kleją się do rąk jak akrylowe druty, są gładkie jak metalowe ale dużo lżejsze, no i wydaje mi się, że żyłka jest jeszcze bardziej elastyczna niż w wymiennych akrylowych, które mam. Jedyne moje zastrzeżenie to to, że w jednym drucie coś mi zaczęło grzechotać w środku. Nie przeszkadza to w żaden sposób w dzierganiu ale jest zastanawiające.

Szyciowo - WIP

Tu również WIP. Miałam dopiero później rozpocząć pracę nad konstrukcją bluzki ale zostałam wywołana do tablicy przez Wiolę (puszczam do Ciebie oczko Wiolu ;) ) z matematycznym problemem. Mój ścisły umysł nie pogodził się z wynikiem równania a kazał mi dodatkowo sprawdzić otrzymany wynik w praktyce. Tak zaczęło się WMpP - Wielkie Mazanie po Papierze przeplatane zarzucaniem Wioli mailowymi pytaniami. Wszystkie me wątpliwości z wielką cierpliwością zostały rozwiane, problemy wyjaśnione i oto JA - osoba na konstrukcji ubrań znająca się jak kura na pieprzu, stworzyłam podstawowy wykrój bluzki wyglądający tak:
Wiolu - już mi wszystko działa!! :)

Plus, zostałam przez J. uwieczniona podczas ciężkiej pracy fizycznej przy tworzeniu rysunku:

Puchnę z dumy i padam do stópek i fokle ;) samo szycie przerobię jak uporam się z paroma wiszącymi sprawami okołostudyjnymi ale po wstępnej weryfikacji rzeczywistych wymiarów (jeśli czegoś nie sknocę przy samym szyciu) otrzymam dopasowaną bluzeczkę na swoją kopniętą figurę ;)

Inne - WIP (?)

Cóż, jak wiadomo, nie tylko remontami, drutowaniem i szyciem żyje człowiek ;) Gdzieś tam przez życiorys, w tak zwanym "MIĘDZYCZASIE" (spodobał mi się termin ;) ) przewijają się jakieś sprzątania, gotowania, prace zawodowe czy naukowe. Magisterka wciąż zarasta kurzem, planuję szeroko zakrojone nad nią prace na weekend majowy. Praca zawodowa - no cóż, daje mi pieniądze ale nie znaczy to, że muszę ja kochać czy nawet lubić. Chociaż ostatnio czuję się raczej jak dama negocjowalnego afektu w swojej nienawiści do obowiązków, za których wykonanie dostaję pieniądze. W pozostałym czasie zmagam się z bezsennością, przewalam się nocami po łóżku nie mogąc zasnąć i powoli zaczynam odchodzić od zmysłów. Po dwóch tygodniach dopiero wczoraj po raz pierwszy bez problemów zasnęłam i liczę, że stan ten się już utrzyma. Wariujący z powodu wycieńczenia błędnik to nie jest coś czego komukolwiek bym życzyła :/

Atrakcje: 

W ostatnim poście informowałam, że Mężczyzna Mojego Życia - J. ze swoim głównym składem wydał płytę. Przesłuchałam jej już co najmniej 50 razy i coraz bardziej ją uwielbiam więc przypominam, że jest coś takiego dostępnego w sprzedaży. Jeśli nie chcecie wydawać kasy i nabijać nam kabzy, to polecam: TUTAJ J. zorganizował małą rozdawajkę ;) można w prosty sposób zdobyć płytę i zaproszenie na koncert zaplanowany na przyszłą sobotę w Warszawie, samą płytę lub samo zaproszenie. Ja na koncercie oczywiście będę obecna i będę się pławić w glorii i chwale mojego mężczyzny :P oraz plotkować gdzieś po kątach. Zapraszam serdecznie osoby z Warszawy ;) Osoby spoza Warszawy - jest ogromna szansa, że na fali ogromnego sukcesu płyty (oczywiście osiągniętego ponieważ zachęceni przez mnie będziecie wydawać na nią swoją krwawicę) będzie w tym roku jeszcze wiele koncertów w innych miastach ;) zatem zapraszam, najbliższy sklep gdzie kupicie płytę Night Rider jest tam ---> no już, wstajemy od komputera i kurcgalopkiem lecimy ustawić się w kilometrowej kolejce ;)

A i miałam jeszcze o kotach napisać, no bo jak to - post bez kota nie istnieje ;) Skarżyłam się już u IK w komentarzu, że moja kudłata kota - MONA - strasznie się zadredziła. Oczywiście wielkie kłębowisko sfilcowanej sierści nie powstało samoistnie. Łapki do tego przyłożyła Młoda, z uporem maniaka wyczesując długą i miękką sierść siostry. Przez tydzień usiłowałam kota rozczesać, dzieląc paskudną czynność na znośne odcinki (znośne zarówno dla kota jak i dla mnie). Niestety, kiedy wczoraj trafiłam palcami na miejsce, które uważałam za rozczesane i wymacałam sfilcowane na sztywno futro, podjęłam ciężką decyzję. Nożyczki w łapkę i kota obcinamy. Ponownie musiałam rozłożyć działanie na kilka etapów, ponieważ kot uważa, że w trakcie obcinania sierści najlepiej się spaceruje. Dredy (naprawdę ufilcowane na sztywno) są tuż przy skórze więc każde cięcie musi być bardzo dokładne i delikatne, żeby nie uszkodzić przy tym istoty kota :P W związku z tym mamy aktualnie kota prezentującego swoim futrem obraz nędzy i rozpaczy, normalnie dziecię wojny i głodu. Powycinana w fantazyjne wzorki, w przedziwnych miejscach, kompletnie niesymetrycznie, wygląda na siódme dziecko stróża ;) ale jaka się przytulaśna zrobiła kiedy czuje głaszczącą rękę na ciele a nie przez warstwę sztywnego futra ;) Niestety to co wycinam jest zbite z koszmarne kłęby więc na próby przędzenia się nie nadaje, nawet gdyby ktoś był zainteresowany :/ Oto mój biedny, zawstydzony, paskudnie przez Pańcię wygolony Paskudek:
Jesteśmy na etapie: tylna część prawego boku, lewa strona brzucha, kawałek lewego frontu, prawa strona ogona oraz ćwierć kryzy od góry już podcięte :P

A żeby nie było im smutno - pozostałe paskudy oraz przykład, jak Młoda reaguje na okazywanie czułości ;)
"A idź potworze!! kysz!!!"

Wspominałam już, że legowisko się przyjęło i w dowolnej jednostce czasu zawiera co najmniej jednego kota? ;)

 - "Moja!!! Nie oddam" - A bierz w cholerę;)

Tym miłym akcentem ogłaszam kolejne zniknięcie z własnego bloga :/ liczę, że nowy wpis pojawi się za dwa tygodnie, chociaż kto wie - może wcześniej jeśli będzie okazja i czas na zrobienie zdjęć plenerowych :) i nie, nie będę wynosić umywalki na podwórko, żeby jej zrobić zdjęcia :D
Ponownie zapraszam na koncert (szczegóły tutaj) i do kolejnego odcinka "Życia z wariatami, drutami, kotami i innymi pierdołami" :D

Pozdrawiam 


5 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Czy duża to pojęcie względne ;) nie jest większa od Hejki, jeśli o to pytasz ;) od Mony też raczej nie, chociaż chętniej i częściej się rozciąga na całą długość - może stąd wrażenie ;)

      Usuń
  2. Ciekawam bardzo jak wyjdzie bluzka z wykorzystaniem skonstruowanego szablonu. Kilka lat temu zrobiłam konstrukcję spodni (zgodnie z opisem z książki "Szycie moim hobby") i uszyte spodnie okazały się idealnie leżące na tyłku i w pasie (należę do tych co jak pas jest dobry to biodra za wąskie, a jak biodra ok to w pasie robi się przepaść :/ ).

    http://pyzaszyje.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ponieważ mimo ciszy na blogu wciąż żyję, jest szansa iż wielkie sprawdzanie odbędzie się wkrótce :)

      Dziękuję za wizytę ;)

      Usuń
  3. UWAGA, MARUDZIŁ BĘDĘ.

    Mieszkanie przemeblowane.
    Kluska mrauczy i nadstawia.
    Jest o czym pisać.

    PISZŻE, TWOI FANI CZEKAJO

    OdpowiedzUsuń