wtorek, 26 marca 2013

nieparlamentarnie...

ponieważ tylko takie słowa się na ust mych korale cisną... normalnie jak nie urok to sraczka, nie miałaś babo kłopotu - kupiłaś sobie umywalkę i szafkę w sumie za 88 pln. Potem drugie tyle wydałaś na osprzęty i pomoce instalacyjne (bo z domu wszystko wywiało) a potem okazało się, że nic nie pasuje bo nowa umywalka ma ździebko gdzie indziej odpływ (dokładnie po sporym skosie od oryginału), rura odpływowa w ścianie lata jak sobie chce i nie da się jej uchwycić, pan w sklepie, po pół godzinnej dyskusji z użyciem fachowej nomenklatury i tak wcisnął ci niepasujące do siebie elementy, a sam sklep jest otwarty jedynie w godzinach 7:30-17:00. Z planów weekendowych wymiany umywalki zrobił się plan tygodniowy (5ty dzień wygięcia przy myciu rąk czy zębów nad wanną), mnie powoli powieka zaczyna latać w tiku nerwowym, panu w sklepie jutro z peryferiów zrobię jesień średniowiecza (zwłaszcza, że można go dorwać jeno w godzinach porannych, kiedy z zasady nie należę do zadowolonych ani nawet obojętnych ludzi), J. chowa się przede mną po katach i udaje że go nie ma a koty tylko udają. Co udają - tego jeszcze nie wiem ale jest to wyjątkowo denerwująco patrzący i oddychający gatunek. Jestem zła, jestem wściekła i para mi uszami strzela. 
A dom kompletu, późnym wieczorem szef, w drodze na ważną kolację dzwoni do mnie z zapytaniem "gdzie jest mój portfel?"... że jeszcze moja głowa nie zrobiła "PUF" i nie wybuchła - to jest cud prawdziwy i uważam dzień dzisiejszy za święto narodowe. Bo jak to wszystko w końcu weźmie i jeb.... hmmm, pierdyknie, to w Pernambuko przez 2 pokolenia będą się rodzić napromieniowane dzieci...

Normalnie jakiś taki okres jest. Co się nie weźmie człowiek to szlag coś trafia. Niech ta zima (skończyły mi się przekleństwa) się nareszcie skończy bo normalnie jeszcze chwila i się rozpuknę ze złości -.-

W międzyczasie, w wielkich bólach powstaje wiekopomny post pt: "W poszukiwaniu kąta prostego" traktujący o dobrodziejstwach własnoręcznych napraw w mieszkaniu, zwłaszcza takim z lat 60tych, nie remontowanym od lat 80tych...
Poza tym zrobiłam bolerko na słonia - jakbym miała już umywalkę to może bym pokazała. Robię również nowe bolerko, w rozmiarze bardziej zbliżonym do jednostki ludzkiej, oraz rozpoczynam próbkę na sweterek. W międzyczasie gnębiąc fasOlę pytaniami i wątpliwościami ;) No co ja poradzę, że ta &^*)^&%#$$*&)( umywalka nie chce sama się zrosnąć z odpływem? no co? no nic... i właśnie na taki opór materii nieożywionej opada mi wszystko łącznie z biustem . I to jest właśnie ten moment kiedy należy otworzyć flaszkę napoju wyskokowego (nie mylić z Red Bullem), złożyć ofierze losu w ofierze a następnie oddalić się po cichu i mieć nadzieję, że zima skończy się szybciej niż zapowiadają...

howgh, no i pozdrawiam i ten no...  trzymajcie się... i oddajcie mi wiosnę!!!!! :(

albo chociaż naprawcie umywalkę :(

pozdrawiam

12 komentarzy:

  1. Ale co "oddajcie mi wiosnę"??? Aaa, to nie Ty ją ukradłaś! Twoje szczęście!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ukradłam ale może mi się schowała w rurach od umywalki i nie wyjdzie póki wody nie puszczę :(

      Usuń
  2. O rany... no to faktycznie jestej multos iritantos. A mozesz masz zaprzyjaxnionego fachowca tudziez inna zlota raczke, co to zamiast Ciebie uda sie do sklepu nabecie czesci odpowiednie, a potem jeszcze je zamontuje? Ja najczesciej uzywalam tej opcji. Tylko do fachowca trzeba trzepotac sztachetami rzes i usmiechac sie blogo.
    Zastanowila mnie zaleznosc miedzy bolerkiem a umywalka :D "Poza tym zrobiłam bolerko na słonia - jakbym miała już umywalkę to może bym pokazała". Mniemam, ze bolerko ma zastapic slonia w skladzie porcelany ;)
    A Ty temu swojemu szefowi portfel rabnelas? ;)
    Tu historyjka z mojego ogrodka, jak to w czasach kiedy bylam piekna i mloda i robilam za sekretarke. Wchodzi moj owczesny szef do sekretariatu i pyta:
    - Pani Malgosiu, a nie wie Pani co ja chcialem? To ja mu ze stoickim spokojem.
    - Wiem. Herbate.
    Bylo zobaczyc jego zdumiona mine :)

    Niech wiosna bedzie z Toba!
    I znowu sie rozpisalam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaprzyjaźnionych fachowców niestety brak w okolicy, a niezaprzyjaźnieni mają to do siebie, że nawet za spacerek do sklepu wymagają kasiory. No i sama to wszystko umiem zrobić - to nie problem ;) problemem jest Pan w sklepie, który mi się dzisiaj z rana kajał za pomyłkę :/
      Umywalka w sposób żywotny uniemożliwia mi wszelką inną działalność - stąd brak zdjęć ;) zwłaszcza brak umywalki uniemożliwia mi myślenie o czymkolwiek innym niż kolanka, syfony i uszczelki :P
      Portfela mu nie podwędziłam ale jestem gdzie jestem między innymi w celu lokalizowania go w środku nocy, kupowania mu prezentów gwiazdkowych i temperowania ołówków - zatem z najdziwniejszymi sprawami do mnie się zwraca :/ Fajnie by tak było mieć jedno popołudnie/wieczór spokojne, bez nerwowego zerkania na komórkę w oczekiwaniu takich numerów od których serce staje w gardle... ech, się rozmarzyłam :/

      Jak uruchomię umywalkę to niechybnie nastanie wiosna, ale czy jedno będzie zależne od drugiego, czy samo uruchamianie się tak przeciągnie - to się dopiero okaże ;) w każdym razie mam już pasujące elementy (kazałam Panu w sklepie rozpakować i skręcić na próbę - co powinnam była zrobić wczoraj:/) i jak tylko spędzę w domu więcej niż godzinę pod rząd nie śpiąc to sobie pohydrauliczę ;P

      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Ja tej szmacie Wiośnie już tyle nawtykałam, iż obawiam się, że po złości to Ona wcale do mnie w tym roku nie przyjdzie, co powoduje u mnie jeszcze większą frustrację i jeszcze większą ilość przekleństw miotanych w Jej kierunku. Z tej całej frustracji to mi się na same święta Mąż rozchorował i jedyna w tym pociecha, że może nie będę musiała jechać w tym roku do teściowej i słuchać Jej opowieści jak to ona oszczędza i na ile Jej wystarcza bochenek chleba...brrrr....
    Z umywalką nie zazdroszczę, bo mam świeżo w pamięci własne przejścia hydroforowo-łazienkowe i na samo wspomnienie jeszcze mnie ściska w dołku.
    Kąty proste w moim domu również nie występują, bo dom pamięta czasy marszałka Piłsudskiego, wybudowany był w 1936 roku, parę lat służył jako stajnia dla koni, trochę później przerobiony z folwarcznych stajni na dom dla fornali, a po wojnie uwłaszczony i oddany klasie robotniczej, która to klasa na pewno nie miała nic wspólnego z robotą, bo w chałupie wszystko na to wskazuje. Żeby było weselej, to jak mój dziadek dokonywał na ogródku jakichś działań melioracyjno-wykopaliskowych pod warzywniak to wykopał pocisk moździerzowy (a to były lata 70-siąte, o ile dobrze pamiętam rodzinny przekaz) i zawezwano saperów, którzy jeszcze coś nam wykopali. Na szczęście okazało się, że to były puste łuski po tych pociskach, ale atrakcja była na całą okolicę. Uff....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wykopiesz w ogródku kałasza to ja chętnie przygarnę :)

      Usuń
    2. Po dwóch dniach przerwy (w racji nawału obowiązków roboczych) wróciłam do instalowania umywalki i pierwsza próba podłączenia wody (tym razem nie odpływającej a napływającej) doprowadziła mnie na skraj załamania nerwowego - mam za krótkie rurki bo umywalka za bardzo do góry poszła...-.- grrrr

      Historia domu fascynująca ;) ja chyba z nerwów bałabym się hodować ogórki w ogródku, bo by mi potem w sałatce wybuchały i co wtedy? :P Ale fantazja iście ułańska ludzi który "seryjnie" w latach 60tych budowali wieżowce, mimo przerobienia 5 remontów w dalszym ciągu mnie potrawi zaskoczyć :P

      Usuń
    3. Może właśnie przez te historie mam uraz do warzyw, hmm....:)))

      Usuń
    4. Ale czekaj : do hodowania czy jedzenia? :P

      Usuń
  4. Jako uczestnik całego procesu udostępniający brutalnej, zwierzęcej siły (Ashritt jest tu mózgiem, ja - małpiszon - jedynie łapami, gdy trzeba coś cięższego podnieść/przynieść/pierdolnąć), potwierdzam. Atmosfera jest ciężka, mimo, że stary syfon i umywalkę wyniosłem (razem z ich własną atmosferą) do śmietnika. Gdy wrócę z pracy, zapewne znów schowam się w tej nieszczęsnej szafce. Lub pod stołem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Noooo! Cudownie! Jednym słowem - u Ciebie jak i u mnie - SPOKOJNIE JAK NA WOJNIE!
    Aby do wiosny/lata! (?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta wiosna chyba się wystraszyła moich nieparlamentarnych określeń wykrzykiwanych gromko przy robotach hydraulicznych i wcale nie ma zamiaru przyjść patrząc po pogodzie za oknem...
      Normalnie żyłka na moim czole może się przepływem równać z Amazonką czy Nilem - to jakiś żart paskudny jest albo co... tylko się zastanawiam, czy to ta nasza wspólna złość za brak wiosny tak działa na różne sprzęty, czy to brak wiosny jest spowodowany złością :/

      A teraz idę odwiedzić znajomego pana w hydraulicznym, tym razem mu się przedstawię i poproszę o przygotowanie materaca, bo jeszcze jedna dziwna akcja i u niego zamieszkam :P

      Usuń