wtorek, 12 marca 2013

Aktualności - w końcu ze zdjęciami :)

Znowu mnie rzeczywistość przycięła na chwilę ;) ale za to miałam szansę w praktyce sprawdzić jak się ma moja wiedza hydrauliczna. A ma się dobrze. Nowy osprzęt umywalkowy zdobi łazienkę mojej mamy i nic już jej nie cieknie w szafce a kran nie wygląda jak pożerany przez istotę z kosmosu ;) Moja nowa umywalka z szafeczką czeka na moment kiedy wypożyczę wyżynarkę i będę się dla odmiany pastwić nad swoją domową instalacją ;) Swoją drogą - jeśli planujecie w bliższej bądź dalszej przyszłości remonty bądź wymiany sprzętów - już zacznijcie obserwować promocje - nam udało się nabyć całkowicie wystarczającą szafkę z umywalką za całe 88 złotych polskich. Może pokażę stan początkowy (trupa domowego) i stan po, jeśli w ogóle chciałoby Wam się o tym czytać ;) Niestety - nasze mieszkanie wymaga remontu, takiego "zniszcz do zera i od zera robimy na nowo" a pociąga to za sobą koszty, których nie bylibyśmy w stanie pokryć aktualnie ani na przestrzeni najbliższych paru lat. Zatem jestem na etapie wynajdowania sposobów "jak tanio, z dużym nakładem pracy własnej zabalsamować trupa" pilnując zarazem przy kupowaniu sprzętów, żeby były one możliwe do wykorzystania po ewentualnym remoncie (o ile dożyją) i nie pozwalając na zarżnięcie budżetu domowego. Trudna to jest zabawa, wymaga mnóstwo siły, ale jak człowiek spojrzy jak bardzo poprawiły przydatność mieszkania dwa przemeblowania i jakieś malowanie, to aż chce się włożyć w to jeszcze troszkę siły. 

Chociażby - aktualnie na wiosnę planuję odświeżanie kuchni (J. już dostał wysypki na myśl ile to będzie pracy wymagało od nas obojga). Odświeżanie - malowanie (ściany są czarne - serio serio, malowanie kafelków - szare są, oraz fug - czarne aktualnie - jak to każde ponad-10-letnie), szlifowanie szafek (dziadek zrobił szafki drewniane - takie gniotsa niełamiotsa, musimy tylko zdjąć "cudny" czerwony kolor i pomalować na nowo oraz poprawić mocowanie ścienne), wymiana gumoleum i jakieś drobne poprawki. Drobne typu: jeden bok szafki trzeba wymienić po nadłamany, porządniej drzwiczki opadnięte zamocować, przesunąć lodówkę i obok niej zrobić dodatkowy schowek - takie tam pierdółki. Jak ma już człowiek dobrą wiertarkę (w naszym wypadku młot udarowy - kocham ściany ze zbrojonego betonu....) i wyżynarkę wypożyczone to reszta z górki.
Jeśli w ogóle bylibyście zainteresowani takim odbiegnięciem od tematu robótkowego (chociaż roboty remontowe to tez robótki ;) ) to z chęcią się swoimi doświadczeniami podzielę ;)

Wracając do tematu rękodzielniczo-drutowego. Aktualnie na drutach test bolerka dla fasOLI. Wzór dostałam już chwilkę temu, niestety poniewczasie zorientowałam się, że włóczki to jednak nie posiadam na składzie i muszę zamówić (wybrałam śliczny lawendowy kolorek). Nie byłabym sobą gdybym nie dobrała do zamówienia tego: 
 Zdjęcie bez kota jest zdjęciem straconym ;)

 Tam na dnie jest Kid Royal Alize - ale J. zapomniał ją ująć.



Szary i niebieski są z przeznaczeniem na TEN sweterek (może nareszcie wydziergam coś noszalnego). Włóczka to Zitron Trekking Sport - dostępna w  e-dziewiarce. Domawiałam już po zapłaceniu za pierwotne zamówienie i zostałam obsłużona iście po królewsku :) dziękuję serdecznie - jest Pani wspaniała :) Dwa rodzaje fioletu są na TĘ tunikę. Taki przynajmniej jest zamysł, czy wyjdzie - zobaczymy. Ponieważ brak było takiego rozmiaru w moim komplecie KniPro, zamówiłam testowo druty Karbonz, rozmiar 3.0, żyłka 80 cm (normalnie rozchwytywany rozmiar chyba - to jedyne druty jakie w nim są dostępne O_O) z zamiarem wypróbowania ich przy Still Light Tunic. Jeszcze nie testowałam, ale wyglądają imponująco. Zostałam upomniana przez J., że określenie "Mercedes wśród" już nie świadczy dobrze o jakości, więc powiedzmy, że uważam je za Roll-Royce wśród drutów KnitPro z którymi miałam do czynienia. Plus pierdółki typu miarka do drutów i łączniki do żyłek KnitPro (często robię coś sporego i te łączniki już przy Echo Flower mi się śniły ;) ). 

W poprzednim poście zachwalałam Everyday Himalaya i też dorwawszy się do źródła tych włóczek nie poskąpiłam funduszy:


Dalej twierdzę, że to najfajniejszy w dotyku akryl z jakim miałam do czynienia. Zielonego są dwa motki z planem zrobienia J. nowego kompletu na jesień/zimę, bo z TEGO kompletu zgubił już czapkę... :( W każdym razie - potrzebny jest zastępczy komplet - na wszelki wypadek ;) a skoro włóczka nie obłazi i nie drapie - jest jak znalazł. Reszta zaplanowana na niewielkie projekty, jakieś moje wymarzone rękawiczki/mitenki (mam dwa motki czarno-szaro-biało-czerwonego), jakieś skarpetki może etc. No i chciałam zobaczyć na własne oczy kolorystykę, więc reszta po jednym motku ;)

Wracając do bolerka fasOLI. Robię dzielnie i wciąż mam wrażenie, że się nie wyrobię :/ K. TUTAJ  a ovillo TUTAJ pokazały już zakończone bolerka a ja w lesie - na 30 rzędzie a przede mną jeszcze szydełkowa bordiura. Kto robił na szydełku z moheru chyba wie o czym mówię - boję się, że zawiodę autorkę i ogólnie dam ciała bo na przykład robię za luźno na drutach :( ale robię dzielnie z przerwami na wykonywanie zawodu hydraulika oraz pisanie tego posta (pracę i jedzenie pomijam :P). Zobaczymy. Bolerko jest przepiękne w zamyśle, a ja już rozważam, jak ja mam je zaprezentować skoro nie mam nawet jednej rzeczy bez ramiączek. Trzeba było jednak się spiąć i wyrobić na gorsetową zabawę Wioli ;) Swoją drogą dziewczyny zaszalały :)

Ze spraw innych:
 - moja magisterka została zaakceptowana z kosmetycznymi poprawkami, jakoś nie mam weny ich wprowadzić, zaczęłam kolejny semestr, plan mam z czapy kompletnie, na temat poziomu nauki i poziomu uczestników studiów się nie wypowiem bo na samą myśl gula mi skacze. Zwłaszcza jak porównam sobie podejście niektórych do podejścia jakie prezentowała moja grupa ładnych parę lat temu na licencjacie... ręce i nogi i parę innych ważnych elementów opada jak się patrzy na przyszłych magistrów :/
 - dzisiaj zostały oficjalnie podane zmiany kadrowe u mnie w pracy, o których wspominałam kiedyś tam. Zasadniczo mój osobisty szef, dla którego istnieje moje stanowisko - odchodzi do innego kraju z końcem marca, dostaję innego szefa, a to czy "przypadniemy" sobie do gustu jest moim "być albo nie być" na rynku ludzi dostających regularne pensje... Gorzej, że już wiem, że raczej się nie zazębiamy a sytuacja na rynku pracy jest jaka jest. Inna sprawa, że jestem już mocno posunięta w latach liczonych jako wiek reprodukcyjny i mimo całego atosu-patosu-i-domestosu prezentowanego przez firmy odnośnie braku mobbingu wobec zatrudniania takich jak ja kobiet - mam małe i maleńkie i nikłe szanse na znalezienie stałego zatrudnienia. Pracodawca wychodzi z założenia, że jestem potencjalnym inkubatorem z datą uruchomienia w momencie kiedy dostanę umowę na czas nieokreślony. Nawet mimo znajomości 4 języków, wyższego wykształcenia i doświadczenia liczącego ponad dekadę. A zmiana kierunku pracy na "cokolwiek co da mi pieniądze" znowu rodzi problem - niewiele jest miejsc gdzie bez doświadczenia w dziedzinie dadzą na start więcej niż magiczne minimum (1600 pln) a jeszcze mnie miejsc gdzie z moim CV w ogóle ktoś stwierdzi, że chce ze mną porozmawiać ("skoro ma takie doświadczenie to na pewno krzyknie sobie XXXX pln" - ogromne pieniądze). Od dwóch lat usiłuję się przekwalifikować i odzew jest niestety zerowy. Także szukam aktualnie alternatyw, bo mimo trzech lat spędzonych w aktualnej firmie mój okres wypowiedzenia (przy rozwiązaniu umowy przed końcem kwietnia) wynosi 2 tygodnie, co daje mi jeszcze jeden pełny miesiąc pracy na pewno, a potem - wielka niewiadoma. Ponarzekałam na sytuację - nie ulżyło mi niestety ale przestrzegam przy okazji - jest ciężko...

Odchodząc od tego niemiłego tematu - poza tym bez zmian. Praca dalej funduje mi poziom stresu potworny wręcz, robótki mnie odstresowują ;) planowanie odświeżania mieszkania napędza mi siły do dalszego działania. Wszystko byle się nie poddawać - jakoś sobie poradzę. Jak źle by nie było - dam sobie radę, wszak zawsze dawałam ;)

Wracam zatem do dziergania bolerka, oglądając w tle Doctor Who - naprawdę fajny serial, jeśli człowiek przymknie oko na jego pierwotna niskobudżetowość oraz słabość efektów specjalnych za tym idącą ;)

Trzymam się, takoż i Wy się trzymajcie :)

Pozdrawiam

PS: na pewno wspominałam/odsyłałam, że mój J. prowadzi bloga muzyczno-motoryzacyjnego. Ostatnio zrobił wielkie porównanie samochodów rodzinnych dla basisty. Wspomniany basista z założenia nie jest jak ta duża pizza co to wyżywi czteroosobową rodzinę, więc i czterokołowce z porównania są ekonomiczne pod każdym możliwym względem ;) 
Usiłuję go namówić na zrobienie jakiegoś zestawienia, z którym wspomni moje 3 ulubione autka: Audi TT, garbusa i Fiata 500 ale jakoś mi słabo idzie :P 
Ale polecam podrzucenie tekstu małżonkom/mężczyznom swojego życia/transportowym decydentom - moje Szczęście ma oko do samochodów i wiedzę ogromną wręcz. A już na pewno o segmencie aut co to się-nie-psuje-za-często/nie-kosztuje-dużo/części-znajdziesz-pod-kioskiem - czyli coś jak mój target ;)

A na dobry wieczór - Hejka w nowym legowisku ;) Ogólnie moje starsze koty nigdy nie darzyły wielką estymą urządzeń przeznaczonych dla kotów. Drapakiem bawią się od przypadku do przypadku a poprzednie legowisko uznały za nowomodna kuwetę do tego stopnia, że trzeba było wyrzucić. A tu - niespodzianka - śpią w nim na zmianę ;) 
Jest bardzo wygodne - sprawdzałam na własnym odwłoku :P i ma naszyty na środku kwiatek z futerka ;)

18 komentarzy:

  1. Dziś się streszczę, ale jak tylko wróci mi normalna ciepłota ciała to na pewno tu wrócę i dodam kolejne spostrzeżenia i przemyślenia :)
    1. Kocio na pierwszym zdjęciu wygląda jakby sprawdzał zgodność zamówienia.

    2. Teraz na studiach to chyba trochę... płacisz i masz... chyba, że się mylę? Przynajmniej w niektórych przypadkach...
    3. Nie wiem czy Cię to pocieszy, ale w farmie orwella gdzie pracuje sprzątaczka potrafiąca wydukać po angielsku jedynie "yes, yes, yes" za 40 godzin pracy w... miesiącu dostaje prawie taką samą pensję jak ja zapierdalająca 40 godzin tygodniowo w biurze,co jak by nie było jest większą odpowiedzialnością. Notabene sprzątać dziunia też nie potrafi, ale widać ma jakieś inne ukryte talenta.
    4. Do listy samochodów marzeń proszę dopisać alfa romeo spider ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam u Ciebie i słów mi brak żeby podsumować (nawet te niecenzuralne wyszły :/), zatem rozumiem powody streszczania... i współczuję :(
      Zamówienie w 100% zgodne - kota zatwierdził i od razu chciał zawinąć jeden motek, żeby pańcia potem kombinowała ;)
      Ze studiami niestety tak jest, chociaż święte oburzenie grupy "że jak to, wykładowca wymaga obecności na ćwiczeniach komputerowych" dalej wywołuje ciarki na raczej słabo dostępnych miejscach mojego ciała :/ mimo, że wykładowca sympatyczny i bardzo sensowny. Po prostu nie ma ochoty potem opóźnionemu (chyba w rozwoju) studentowi tłumaczyć po raz 50ty co znaczy "przeciągnij komórkę" w Excelu...
      Praca - koszmar, normalnie wynieść się do Mongolii, zbudować chatkę z błota, hodować 3 owce i zagonek brukwi...
      O samochodziki to do J. ;) Ale obejrzę sobie autko z chęcią w spokojnej chwili:) J. na pewno się wypowie o jego walorach jak tylko zakończy swoją działalność ar(h)tystyczną ;)

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Alfa Spider - ale klasyczna, czy współczesna (oparta na Brerze)? Bo to zasadnicza różnica.

      Usuń
  2. Właściwie tyle tego, że nie wiadomo, co komentować. To zacznę od mainstreamu. Plany ambitne, zakupy prześliczne, nie wyłączając drutków. I w sprawie drutków mogę się (prawie) wypowiedzieć. Też mnie urzekły swoją niewątpliwą urodą, tylko poszłam w długie i skarpetkowe. Niewiele jest drutów, które mnie tak wkurzyły, nieustannie się nitka zaczepia o te cudne końcówki. I nie jest to tylko moje spostrzeżenie, a w co bardziej cywilizowanych krajach (gdzie świadomość konsumencka większa) panie po prostu ten towar zwracały do sklepu po wypróbowaniu. Może to więc i Rolls-Royce, ale tylko na oko. No i w cenie.
    Na remontowe posty jestem chętna. W tej sprawie najbardziej lubię zdjęcia przedtem/potem. To zawsze robi wrażenie.
    W sprawach innych: w wieku reprodukcyjnym szukać pracy nie jest fajnie, ale wiesz, jak niefajnie jest szukać pracy w wieku poprodukcyjnym? Ja się na przykład dowiedziałam, dlaczego nawet nie mam co marzyć, żeby "na kasie" usiąść w hipermarkecie (nie powiem, że to szczyt moich marzeń, ale w domu wariuję, poza tym mam jeszcze trochę do pięćdzisiątki, a pracować mam do 67. roku życia, tylko gdzie?). Otóż nikt mnie tam nie zatrudni, bo nawet jeśli mam żadne wymagania finansowe, to jestem za dobrze wykształcona, na pewno wyszczekana (oprócz wyższego wykształcenia jeszcze jakieś jedne drugie studia podyplomowe, języki itp, w dodatku w CV poprzednie prace niebezpieczne dla ew. pracodawcy) i będę się mądrzyć, poza tym mogę zechcieć założyć związki zawodowe, a już na pewno o k...stwach doniosę mediom. I w związku z tym mój dochód w tym roku wyniósł 325 zł, a suma zapłaconych "dobrowolnych" składek na NFZ - 1148 zł. Jakby Ci tu powiedzieć - jeśli możesz, uciekaj stąd do normalnego świata, bo w moim wieku będziesz mogła uciec już tylko do lasu, w najlepszym razie. Tu się i młodym, i dojrzałym, i starym wiąże ręce pojebanym prawem i wymaga, żeby tymi zawiązanymi rękami dokonywali cudów, by potem ich owoce w całości złożyć w ofierze instytucjom państwa (nie mylić z krajem), które je zmarnują. I to bez względu na to, która opcja polityczna rządzi - podczas wyborów brak wyboru, więc lepiej nie będzie. Uciekajmy więc albo umierajmy (zrobię to drugie, jeśli ta wiosna zaraz nie przyjdzie!).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ech, nie pocieszyłaś mnie z tymi drutami :( no ale cóż - sprawdzę w praniu, aktualnie działam na komplecie akrylowych drutów głównie, do tego mam jedne cieniutkie metalowe (2.0) i brakowało mi pośrednich rozmiarów. Jak by nie było Karbonz - choćby i denerwujące nie będą tak paskudne jak zwykłe teflonowe druty z krzywo zamocowaną i sztywna żyłką (kompletnie zwyczajnie, dostępne w każdej pasmanterii). A przynajmniej mam taką nadzieję.

      Zasmuciłaś mnie swoimi wnioskami odnośnie rynku pracy... Ta błotna chatka w Mongolii wydaje się jakoś bardziej zachęcająca :( Co do braku opcji politycznych - tu się podpisuję rękami i nogami. No kogo nie wybierzemy (z całych dwóch możliwych wygrywających wybory partii) i tak lepiej nie będzie. Nawet ostatnio prawie się pokłóciłam z wykładowcą w tej kwestii - co się przeciwna partia do władzy dorwie, to zaczyna od odwrócenia zmian wcześniej wprowadzonych. Bez względu na to czy były dobre czy złe, były z "przeciwnego ramienia", więc należy z nimi walczyć. I jak tu mówić o jakiejkolwiek ciągłości czy stabilności planów w dłuższym horyzoncie czasowym? Blog nie jest dobrym miejscem na dysputy polityczne, zatem nie powiem więcej, ale co myślę to moje. A samo opuszczenie naszego miodem i mlekiem płynącego kraju już mnie pociąga od pewnego czasu. Jeszcze mam jakieś patriotyczne skrupuły ale topnieją one z każdą średnio logiczną decyzją władz.

      Remontowy temat zatem poruszę w jakimś osobnym wpisie po kolejnej walce z przeważającymi siłami starości mieszkania ;) zmiany wprowadzone przez ostatni rok były głównie kosmetyczne ale i tak sporo dały a teraz czas ruszyć z kopyta i doprowadzić lokum do stanu "zamieszkiwalności" :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Ojjjjj, z tą robotą!
    Podpisuję się pod tym co napisała Finextra. Ja już w tym roku zaliczę czterdziestkę, i jak to mówi Ferdek Kiepski - "w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem". Nawet na pracę w Biedronce nie mam szans, bo nie mam tam znajomości. NA własny biznes mnie nie stać, bo wszyscy wiemy dlaczego. Tak więc uroki emigracji i mnie ostatnio coraz bardziej nęcą, choc jeszcze brak odwagi, by zostawić tu wszystkich.
    Ale porzucając te nic nie dające rozważania - strasznie fajne te włóczki, a najfajniejszy ten fiolet. Jak machniesz z tego tunikę, to będzie to najładniejsza tunika pod słońcem.
    Sprawa bolerka dobitnie nam pokazuje, że należało uszyć gorset, by móc dumnie go nosić z rzeczonym bolerkiem, co to jest w szyciowych planach :))))) A tak - kicha! Trzeba teraz szyć i bolerko i gorset :)))
    Remontu zazdroszczę, bo mnie już nosi na widok własnych brudnych kątów i tez najchętniej coś bym przemalowała, skuła, przestawiła :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Was najdzie na uroki emigracji to sluze rada, pomoca i wizytowka ;) A serio... wszedzie dobrze gdzie nas nie ma. Jak przyjechalam do NL i dowiedzialam sie, ze moj kolega jest pod opieka psychologa na okolicznosc emigracyjnego stresu to nie rozumialam. Wszyscy przeciez sa mili, uczciwi, tolerancyjni... Teraz im dluzej jestem, im wiecej rozumiem i wiem... tym blizsza jestem udania sie do psychologa.
      Ale... Kocham Holandie. Mimo wszystko. Jak to mowia, milosc nie wybiera. Wybierz pickera. A teraz snieg wali za oknem, wiec moj ukochany kraj zostanie sparalizowany :)

      Usuń
    2. O no właśnie. Wydaje mi się, że jak człowiek jedzie z rodziną (choćby najbliższą) to mniejszy jest ten stres. Szwagier mój wyjechał w zeszłym roku i tęsknił, dalej tęskni ale żonę w międzyczasie ściągnął do siebie i ponoć jest lepiej. Jak przyszłoby co do czego to się zgłoszę zapewne z całą długaśną listą zapytań, ale póki co trwam i staram się być jak ten dąb Bartek, chociaż z każdą chwilą jest w robocie ciężej - Ciebie przekwalifikowali na krawcową od rurek, mnie na asystentkę prawną usiłują...

      Wiolu - zależy w czym ten własny biznes byś chciała zakładać. Powiem Ci tak - samo założenie firmy i poprowadzenie to małe miki, wiem bo prowadzę mojemu J. Zasadniczo w tej kwestii mogę pomocą służyć, w kwestii zdobycia funduszy też. Wszystko zorganizuję, serio serio, ale pomysłów nie mam za grosz. A to pomysł jest najważniejszy. Wymyślić coś co mieści się w "trendzie" lub ma swoją niszę i zainteresowanie na dany produkt maleć nie będzie - reszta z górki.

      Co do włóczek - fiolet śliczny, ten grafit też mi się szalenie podoba, zwłaszcza połączenie z niebieskim wydaje mi się bardzo ładne ;) Co do gorsetu - nie wypowiem się :P naprawdę bardzo chciałam się wyrobić, chciałam wziąć udział, ale w całej reszcie zawirować paskudnych i paskudniejszych siły i weny mi nie wystarczyło :(
      Remontem swoich działań nie nazwę a jedno "balsamowaniem trupa" ;) remontem nazwę dopiero szereg działań zaczynający się od zerwania ścian i położenia nowej instalacji elektrycznej :P Ale dokumentować działania będę, może kogoś zmotywuję/natchnę do zabawy w majsterkowicza ;)

      Pozdrawiam

      Usuń
    3. A propos własnego biznesu, to sprawa wygląda tak.
      Na czym się znam:
      turystyka - kilka dobrych lat pracowałam w biurze podróży i można powiedzieć, że się trochę obcykałam. Na chwilę obecną branża niedochodowa bo kryzys.
      masaże - jestem technikiem masażystą. Próbowałam otworzyć we własnym mieście gabinet. Wytrzymałam pół roku, bo jak przez trzy miesiące zarobiłam tylko na czynsz, to mi się odechciało. A gdzie Zusy-srusy, podatki no i pieniądz na chlebek. Niby mogłabym pracować w W-wie, ale ośmiogodzinny dzień pracy (co w tej branży jest mało realne) plus dojazdy, to razem 14 godzin poza domem. Oprócz tego zatrudnienie na umowę o dzieło. Sorry, za stara jestem.
      krawiectwo - coś tam zawsze miałam z tym wspólnego, ale kto dziś pójdzie do krawcowej, żeby sobie uszyć sukienkę, jak "fajna", chińska wisi w każdym sklepie i kosztuje trzy razy mniej.
      Więcej pomysłów nie mam i już pewnie mieć nie będę. Czuję się zmęczona.
      Przepraszam, że Cię tak dołuję, ale widocznie musiałam ulać trochę żółci, żeby żółć nie zalała mnie :)
      Choć, nie powiem, fajnie mieć znajomą (pozwolę sobie tak Cię nazwać), z takimi wiadomościami jak Ty :)))))

      Usuń
    4. nie przejmuj się wylewaniem żółci - każdemu się zbiera i trzeba się podzielić czasem, ważne żeby dzielić się z kimś kto wysłucha a nie pogrąży jeszcze.

      Skoro technik masażysta jest na umowę o dzieło, to nie lepiej spróbować na samozatrudnieniu? w sensie zakładasz działalność - w koszty wpisać sobie możesz naprawdę bardzo dużo (od 4 miesięcy ani grosza podatku nie zapłaciliśmy z J. bo trzeba przecież inwestować pieniądze) a z firmą zawierasz po prostu umowę współpracy. Zusy są promocyjne przez dwa lata a w działalność firmy możesz wpisać nawet rzeczy nie związane - choćby krawiectwo i tym dorabiać, albo przynajmniej generować koszty - oczywiście powiązane z jakimś tam przychodem z "branży". Zasadniczo wiem, że ZUS promocyjny wciąż jest wysoki ale wierz mi, przy dochodach z umowy 2500 się opłaca, przy niższych pewnie też trzeba by przeliczyć. Jakbyś miała jakieś pytanie to pisz na maila, na ile dam radę to pomogę a może i natchnę ;)
      Ja miałam kiedyś dziwaczny pomysł - naprawy dla kobiet przez kobiety(ę);) nie zawsze każda kobieta chce wołać faceta do wymiany gniazdka, bo facet obcy jak to facet obcy - ani nie zrozumie zamysłu a jeszcze potrafi wyzwać od głupich bab i spartolić bo "baba głupia to nie zauważy". Ale niestety teraz wszyscy ciułają grosik do grosika to sami (babeczki też) sobie rurki wymieniają i kafelki kładą jak i ja robię...

      Usuń
    5. Niech odbierze maila :)))

      Usuń
  4. Testuj bolerko, proszę, bo sobie pooglądałam u Oli i bardzo mi się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Testuję dzielnie :D ja też zakochałam się od pierwszego wejrzenia ;) nieważne, że nie mam do czego założyć - muszę mieć ;)

      Usuń
  5. Nie wiem czy Wasze doświadczenia też są takie, że załapanie dobrej pracy to składnik wielu czynników- doświadczenia, wykształcenia, szczęścia a przede wszystkim znajomości. I tak jest wszędzie. Czy to w PL czy to w NL. Tak przynajmniej wygląda z moich doświadczeń i obserwacji.
    Szukając pracowników wiem też, że znalezienie dobrego też wcale nie jest łatwe.

    A jeśli idzie o wylewanie żółci... Jak to mówił mój najmądrzejszy na świecie szef - jak nie pytasz, to ja nie wiem czego chcesz. A ja do tego dodaję - tylko idiota jest wiecznie szczęśliwy, a jak żółci nie wylejesz, to każdy pomyśli, że wszystko jest super.

    Nooooo... mówiłam, że tu wrócę i się będę rozpisywać? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mawia mój J. "masz kupę racji w tym ustępie" ;) Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma, wszędzie jest tak samo, zależy na co trafisz, trawa jest zawsze zieleńsza po drugiej stronie płotu - wszystko prawda i podpisuję się pod tym czterema odnóżami! Ale jak już się tak napatrzysz i tak zaczniesz serdecznie nienawidzić tego samego bagienka wokół siebie to każda zmiana wydaje się na lepsze. A już samo podejście "tam maja lepiej, tam będzie mi lepiej, będzie pięknie i cudownie i będę żyć jak człowiek" potrafi tez zmienić to jak odbiera Cie potencjalny pracodawca/klient i faktycznie sami napędzamy to pozytywne koło i zmiany na lepsze. Samym podejściem. Oczywiście nie jest to reguła, ale jakoś łatwiej nastawić się pozytywnie do możliwości w "krainie cudów" niż do tego jak co widzimy na co dzień obok siebie. Tak przynajmniej uważam.

      Fajnie, że wróciłaś się rozpisać :) masz mnóstwo racji.

      Usuń
    2. Wiesz, pracowałam w duużej ilości firm i tylko jedną hołubię i tęsknię do niej. Tam wszystko było perfekcyjne. No, może prócz kawy :) Swoją drogą zawsze chciałam, żeby w pracy robić coś, co lubię robić. I co? Wysłali mnie do szycia ruro-grzejów :) Więc z życzeniami to tak ostrożnie ;)
      A jeśli idzie o gorset to szyj. Może Wiola zorganizuje jakąś dogrywkę? ;)

      Usuń
    3. W końcu gorset uszyję - to na pewno. Ale chwilowo całość paskudnych około roboczych zawirowań wyciska ze mnie siły jak stara dobra wyżymarka. No i najpierw muszę skończyć testować bolerko ;)
      Ale kiedyś zrobię, nawet zapisałam sobie w nowym podręcznym kapowniku w sekcji "plany do zrobienia koniecznie". Jest zaraz po wymianie umywalki, którą uskutecznię w przyszły weekend ;) sen podobno gdzieś na liście też mam, ale raczej bliżej końca :P

      Usuń