poniedziałek, 3 grudnia 2012

Przyszła była wzięła się i jest... Julka

Przyszło moje maleństwo, moje cudeńko, osobiste, własne i śliczne... i będę ją hołubić i przytulać i podziwiać a potem dopiero na niej działać bo kolejka rzeczy do zrobienia "przed świętami" niestety rośnie a ilość możliwych dni wolnych przed 24tym jakoś rosnąć nie chce.

Ale jest. Obejrzałam, przeczytałam instrukcję, obmacałam, rozkręciłam, przypasowałam i spróbowałam.... i o bogowie! Szyje cichutko, nie ma problemów z 4 warstwami materiału, ustawienia do szycia podszewki muszę jeszcze przećwiczyć i ma wyłącznik!!!

Oto ona, już w naszych okolicznościach przyrody:
 Opakowanie z kotem w tle :)

I Julka, chwilowo w niesprzyjających bo zagraconych okolicznościach nastołowych (ktoś tutaj pisze pracę magisterską i uczy się konstrukcji ubrań, nie ma tak dobrze, żeby zarazem porządek był :P)

Mam już parę początkowych uwag odnośnie różnic pomiędzy Julką a Łucznikiem FA ale to już na spokojnie z sesją zdjęciową dokładną opisze przy kolejnej okazji.

W międzyczasie objawiło się w okolicy (mojej, zarówno blogowej jak i tej bardziej osobistej) parę talentów szyciowych. Na chwilę obecną dosłownie parę (para - dwie sztuki jak każdy wie, ale to tylko początek ;) ).
Otóż Intensywnie Ślubny, zwanym tak w komentarzach, zaprezentował na szanownej małżonce swoje dzieło. Jestem pełna podziwu i polecam pooglądanie i podsunięcie mężom/partnerom życiowym/rodzeństwu ;) Mojemu J.  weszło to troszkę na ambicyję, co się z tego urodzi - zobaczymy ;) stay tuned ;)

Poza tym moje bracię rodzone (posiadam takowego, w wieku odpowiednim, reszta bardzo w porządku ;) ) zwizytowało mnie z okazji działalności kuchennej mojej, zwanej ponoć w przeróżnych okołostołecznych miejscach "sałatką A.". Tfór przeniesiony na grunt warszawski z Gdyni wyjątkowo dobrze się przyjął, wytwarzany jest po mieszkaniach ale wszem i wobec głoszona jest opinia, jakoby żadna sałatka nie umywała się do tej robionej przeze mnie. Zatem raz na ruski rok A. zakasuje rękawy, kupuje składników na pułk wojska i zaprasza nazagorzalszego fana do pomocy (vel. brata do krojenia składników). Brat następnie psioczy straszliwie, ale grzecznie sieka kapustę, paprykę i pozostałe składniki, głównej wykonawczyni pozostawiając elementa najważniejsze - kurze piersi grillowane oraz boski sos czosnkowy (oj to to ja umiem zrobić, a jak!!). 
W każdym razie - ostatniej soboty zapewniłam sobie właśnie wątpliwą rozrywkę zaproszenia brata do kuchni na sesję krojenia a w tym samym czasie M. (moja droga przyjaciółka), chcąc skorzystać z ostatnich chwil pobytu Łucznika FA w moim mieszkaniu (zabierając go ze sobą na wyjściu), przybyła na sesje szycia prezentów gwiazdkowych. Prezenty zostały wytypowane (dwie maskotki a la Tilda), materiał wybrany, M. po paru przejściach opanowała maszynę i przeszyła co trzeba. Pozostało żałosne skórki wypchać i zszyć ręcznie.
Po paru ładnych godzinach zapęd do robienia zabawek w nas trochę sklęsł, Bracię doładowane sałatką w dalszym ciągu przebywało w okolicach rękodzielniczych zatem zostało zapędzone (przepraszam - zachęcone, przy pomocy nowej propozycji sałatki) do współpracy. Ta na końcowym etapie wyglądała tak:
Moje kochane rodzeństwo właśnie usiłuje dojść jakim cudem pierwsza noga prosiaka (vel. jeżokreta) zamocowana została do ucha tegoż. Potem problem został rozwiązany, prosiak wyszedł ode mnie ze wszystkimi kończynami na miejscu a Brat bogatszy o nowe doświadczenia został zaproszony na kolejną sesję rękodzielniczą jako pomoc wykończeniowa :). Bawiliśmy się setnie :)

Na koniec dodam, że spódnica dla M. wyszła razem z Bratem, prosiakiem i maszyną pożyczoną, jak otrzymam od M. zdjęcia zrobione w lepszych warunkach niż sobotnia noc w mieszkaniu - na pewno zamieszczę. ogólnie pasuje świetnie, przyszła użytkowniczka zachwycona. Jeden z materiałów siepie się jak oszalały ale z maszyną celem obrębienia współpracować nie chciał :/

Sukienka czarna zwana Czarnym Koszmarem jest na etapie rozpoczętych rękawów ale patrzeć na nią nie mogę. Przerzuciłam się na inny obiecany prezentowo element garderoby w bardziej przyjaznym kolorze czerwonym. 

Poza tym wyżywam się tfurczo w kuchni. I nie, nie robię bigosu, dojrzewającego piernika (chociaż pierniczki owszem), a robię ozdóbki z zimnej porcelany celem ich zadekupażowania (taaaa, tego jeszcze nie robiłam... nie pasjonuje mnie to jakoś strasznie, ale jest łatwe i mało czasu zajmuje a prezent jak znalazł). J. dodatkowo poza powolnym dorastaniem do pomysłu szycia (źródło - Intensywnie Ślubny) pracuje nad ozdóbkami z masy solnej do pomalowania później. Także mamy bardzo tfurczy grudzień. Piekarnik pełen jest baaaardzo powolnie schnących kształtów przeróżnych a ja zastanawiam się gdzie (z dala od kotów) je umieścić na czas pieczenia pierniczków. A te muszą zostać zrobione w tym tygodniu. Masa za to nie wygląda na taką, co to będzie stwardniałą w tym roku :/

Gdzieś mi się plącze jeszcze wygładzanie drugiego rozdziału pracy, szukanie wieści o rozliczaniu kosztów działalności gospodarczej oraz bardzo intensywne podróże mojego Szefa, który potrafi do mnie zadzwonić późnym wieczorem z okazji braku okazji... No i wymiana Tronu, malowanie, przemeblowanie i ogólne uszykowanie prawdopodobnej wigilii u nas w mieszkaniu. A i koty trzeba czasem dopieścić i króla wykicać... 

Czy ja wzięłam na siebie za dużo? Nieeee :D Wkrótce kolejne wieści z frontu, zapraszam ponownie :D

Pozdrawiam

9 komentarzy:

  1. Mnie też się marzy nowa maszyna:(
    zazdroszczę i czekam na nowe szyjątka:)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję :) mnie się szczęśliwie trafił niespodziewany zastrzyk finansowy inaczej nie byłoby mnie stać na własny sprzęt :)
      Nowe szyjątka w związku z dzikim nawałem zadań przedświątecznych, pojawią się pewnie dopiero pod koniec grudnia, ale w międzyczasie na pewno podrzucę do oglądania efekty pozostałej rozpasanej działalności Tfórczej :)

      Usuń
  2. Spoko, dasz radę!
    Kiedy już skończysz ten rozdział o rozliczaniu kosztów działalności gospodarczej, to ja bym sie o niego uśmiechnęła do celów osobistych. Może mnie przekonasz, że to nie jest takie trudne i że jest dla ludzi (kurna, wątpię!), to założę jakąś działalność (gospodarczą znaczy, innych działalności u mnie w bród), bo na razie z tego powodu, że musiałabym się nauczyć rozliczać, jej nie zakładam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz - rozdziału o rozliczaniu kosztów nie piszę, tak nie bardzo wpisuje mi się w konwencję pracy o podatku VAT :/ Ale oczywiście służę pomocą wszelaką wynikła z doświadczenia - J. miesiąc temu założył działalność a moim zadaniem jest przeniesienie znanej teorii na grunt praktyczny. Także jakbyś potrzebowała pomocy - pisz maila, na pewno coś podpowiem albo przynajmniej pokieruję do odpowiednich źródeł :) takie trudne to nie jest, głównie należy zrobić szybkie rozpoznanie i wrzucać w koszty wszystko co się tylko da a resztę robi za Ciebie odpowiedni do rozliczania (my na razie korzystamy w pierwszych darmowych 3 miesięcy i jesteśmy zadowoleni a późniejszy koszt też nie jest duży a i właśnie wrzuca się go w koszty firmy ;) ). Zatem w razie potrzeby wołaj, co wiem to powiem :)

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Dzięki, może wreszcie dojrzeję;)

      Usuń
    3. Tam na końcu miało być o programie do rozliczania - odpisywanie z biura nie wyszło mi najlepiej :/ To naprawdę nie jest trudne, a jak kto połączy działalność własną z pracą na etacie to są jedynie plusy - wszak ubezpieczenie opłaca pracodawca, zostaje tylko odprowadzić podatek dochodowy. Przy czym dodatkowy plus - póki sprzedaż nie przekroczy 40.000 PLN w roku podatkowym jest się zwolnionym z płacenia podatku VAT, posiadanie kasy będzie obowiązkowe od stycznia od obrotu 20.000 PLN, ALE! na przykład przy sprzedaży wysyłkowej jest się zwolnionym podmiotowo z tegoż. Także jedyne co zostaje przy wyborze na przykład takiej działalności to podatek dochodowy ;)
      Naprawdę - jakbyś miała jakieś pytania - pisz, najwyżej będę potrzebowała chwili, żeby potwierdzić swoje wiadomości lub sprawdzić parę opcji, ale sądzę, że już całkiem nieźle się orientuję w całym tym galimatiasie i przyjdzie mi to szybciej i łatwiej niż komuś kto dopiero zaczyna się dowiadywać.

      Pozdrawiam

      Usuń
  3. No dziewczyno, uprawiasz normalnie "wielopolówkę", że zapożyczę to określenie z ministerstwa rolnictwa :)) I sałatka, i goście (nie wspomnę o wykorzystywaniu rodziny jako taniej, najemnej siły roboczej opłacanej w naturze martwej, ale brzmiącej smakowicie), i wypieki wcale nie gastronomiczne, i udogodnienia dla Waszych szanownych tyłków, nie wspomnę już o nowej maszynie i innych szwalniczych działalnościach. Zazdroszczę siły i energii i proszę o wskazówki dotyczące sałatki, bo bardzo, ale to bardzo przypadły mi do gustu- podane w ilości dość skąpej- składniki, w szczególności sos czosnkowy :))Wiadomość proszę wysłać na mego "emila". Chyba że sałatka to pilnie strzeżona rodowa tajemnica, to się po prostu wproszę na degustację, tym bardziej, że do Warszawy mam tylko 75 km :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma problemu :) ba! obiecuję zamieścić jeszcze w tym tygodniu po prostu w nowym wpisie - będzie wygodniej ;) Nie dzisiaj bo dzisiaj okupuję intensywnie piekarnik robiąc zarówno jadalne jak i te niejadalne drobiazgi świąteczne, ale jutro powinnam dać radę :)

      Składniki będą w najmniejszej policzalnej ilości - jakoś nie przepadam za przepisami pełnymi szczypt, 238,5 grama oraz pół szklanki. Bez sensu to w ogóle jest, zwłaszcza że każdy ma inną szklankę...:/ także będzie jedna kapusta, 2 papryki, jeden jogurt itd ;) ale to musisz chwilkę poczekać - dzisiaj pierwszy raz w życiu robię pierniczki i nie chcę spierniczyć :P

      A roboty sporo, to fakt, ale przynajmniej się nie nudzę wieczorami a wolne chwile w biurze upływają mi na przeszukiwaniu internetu w konkretnych celach :)
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. No to szykuję kajecik na przepis! Ja tez lubię takie normalne opisy potraw, bo 35 dkg papryki nie wiele mi mówi. A jak człowiek sie trochę w tej kuchni obraca to wie,że dwie duże papryki to mniej więcej trzy średnie lub cztery małe. Czekam ze śliniotokiem i życzę jak najmniej przypalonych pierniczków :)))

      Usuń