niedziela, 18 listopada 2012

Przedstawiam Tosię

A jednak się odzywam ponownie. We wczorajszym poście poinformowałam, że razem z J. zabieramy się za klejenia manekina na mój wymiar. Jak zapowiedziałam tak też się stało.
Zatem oto Tosia:

Tosia ma na sobie jedną z moich zwykłych koszulek i bardzo ładnie widać jak większość sieciówkowych, dopasowanych ubrań na mnie wygląda :/ Biust i biodra opięte a w talii zwis niekontrolowany vel jama. Ta koszulka z mocno opiętych i odrobinę elastycznych, zatem przynajmniej widać, że nie mam kształtu pudełka.

Biodra same w sobie niestety powędrowały mi w czasie klejenia jakiś centymetr do góry, zatem na manekinie jest bardzo wyraźnie odcięta linia talii - na mnie wygląda to odrobinę gładziej i mniej kanciasto. Żeby pokazać moja dziwne proporcje - ten dziwny zwis w kolorze fuksji to broszka mająca imaginować miejsce pępka u mnie - tak mniej więcej. Jak się zrównałam ramionami z manekinem tak wyszło. Sama się dziwię, że to tak dziwnie wygląda :P

Jak wspominałam - oddychanie podczas klejenia nie było problemem póki J. Zajmował się górną częścią tułowia - oddycham normalnie przeponą, zatem niemożliwość wypięcia klatki piersiowej problemem nie była. Schody zaczęły się przy owijaniu brzucha i bioder - pod koniec zaczęłam się trochę wiercić a taśma do najlepszych jakościowo nie należała i, no właśnie, stąd przesunięcie lekkie bioder. Talia jest na właściwym miejscu.

Te żółte kreski, to zaznaczone taśmą izolacyjną linie konstrukcyjne/wymiary sylwetki, według których buduje się wykroje, ot tak dla dodatkowej pomocy dla mnie oraz sprawdzenia czy wszystkie wymiary się zgadzają.

Do wypełnienia użyłam części wypełnienia do zabawek, które kupiłam jakiś czas temu, w partii dolnej uzupełnionego wkładem do pufa (takiego z groszkiem styropianowym) - działa całkiem nieźle/

Ogólnie - z manekina jestem zadowolona, pomoże mi trochę przez jakiś czas na pewno. Zachwycona nie jestem - taśma pozostała mi po 4 przeprowadzkach raczej słaba była, więc sylwetka się gdzieniegdzie odkształciła i mimo, że obwód klatki piersiowej mi się zgadza to same piersi są trochę ściśnięte - jak w za małym staniku i rozeszły się trochę na boki. Aczkolwiek na chwile obecną przy braku funduszy na manekina sensowniejszego - zawsze to coś. Przy kupieniu manekina takiego zwykłego styropianowego (nie wspomnę o krawieckim z regulowanymi wymiarami bo na niego to nie będzie mnie stać jeszcze dłuższy czas) i tak będę musiała kombinować z uzupełnieniem wymiarów tu i ówdzie, żeby wszystkie elementy i wymiary moje się zgadzały - ale to zostawiam na później ;)

Jak dotrę do sklepu z materiałami być może kupię kawałek jakiejś lycry i zrobię Tosi gustowną skarpetkę, żeby nie robiła nikomu reklamy napisami na taśmie a tymczasem pozostaje jej chwalić się nieposiadaniem oczu ;)

Na pożegnanie nareszcie uchwycone futra w słodkim układzie oraz Heja na krawędzi rozpłynięcia się - zawsze tak wygląda jak właduje się na kolanka i zaczyna człowieka ugniatać, brakuje jedynie śliny skapujące z pyszczka ;)


Zatem do zobaczenia, a ja wracam do kolejnej wersji góry od sukienki ;) Trzymajcie kciuki ;)

Pozdrawiam

9 komentarzy:

  1. Na ostatnim zdjęciu wyraźnie widać wysokie walory ugniatalnicze mojej brzuchosfery :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak już zrobisz Tosi skarpetę z lycry, to pochwal się, jak zrobiłaś. To może ja Lali też jakąś uszyję, bo taka gola i siorpata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli mi się narodzi jakaś innowacyjna myśl w głowie to na pewno podrzucę, na razie Tosia pozostanie goła (to znaczy w bluzce pożyczonej z mojej szafy) przynajmniej do grudnia. Musze swoje myśli i skupienie ulokować chwilowo w paru innych miejscach :/

      Usuń
  3. Skarpetka koniecznie, bo będą się ciuszki lepiej układać i szpilki wpinać :) A Wasz tandem jest niewiarygodny, gratuluję, bo wbrew pozorom zrobienie manekina tym sposobem, to nie jest kaszka z mleczkiem, trzeba się trochę nabiegać i nacierpieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano proste to to nie jest ;) a jak się w pewnym momencie robi nerwowo, zmęczenie i bezdesznie (bez-dechnie?... nie wiem) to własnie biodra wędrują wyżej a piersi się splaszczają ;) ale i tak jesteśmy dumni oboje :D

      Usuń
  4. znam te problemy :))))
    dokładnie to co opisałaś, piersi spłaszczone, rozjechane na boki, bioderka u mnie zwichnięte dziwnie :)

    Koty cudne... i to ugniatanie łapkami..., masz na myśli takie "pedałowanie" po człowieku? Uwielbiam ten swoisty koci masaż :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano rozjechane :/ najbardziej to mnie chyba te biodra podjechane bolą :/ ale powiedzmy - jak na tak tanią opcję manekinową jest i tak ultra-świetnie - wszystkie materiały miałam na miejscu, nie żal mi było ich używać a wypełnienie jest do odzyskania ;) A najbliższe wolne środki mogę dalej odkładać na własną maszynę, manekin może dzięki Tosi jeszcze poczekać :)

      Oj tak, koci masaż ;) mam trzy koty i każda ma swój unikalny sposób ugniatania:
      - Mona ugniata bardzo zmysłowo - rozkłada wielką (naprawdę ogromną w stosunku do reszty ciała) łapę powolutku, na całą rozpiętość i powolutku ją zwija
      - Kluska ugniata jak mały kociak, wciąż z niewielką siłą i raczej jak cyca mamusi - punktowo
      - Hejka za to ugniata bez opamiętania - szybko, intensywnie i z zapamiętaniem ;) usiłowałam ją kiedyś nauczyć ugniatania moich pleców bo jako masażystka byłaby świetna, ale woli te bardziej miękkie rejony - ale efekty w pozbywaniu się cellulitu na niesamowite :D Gorzej, że przy każdej sesji masażowej zaślinia się potwornie - dosłownie kapie jej z paszczy :) czasem pamięta żeby się oblizać ale nie zliczę sytuacji kiedy kończyłam z mokrą koszulką ;)

      Koty są fajne ;)

      Usuń
  5. No, moja Fifi tak się właśnie ślimaczy jak ja głaszczę:) Normalnie powódź i całe kolana mokre. Ale nie wpadła na pomysł, że można się oblizać, po co, przecież i tak wsiąknie w pańci spodnie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja to z Kluską teraz mam :) Hejka z wiekiem nauczyła się dbać o garderobę Pańci, a młoda zupełnie nie wie o co chodzi :) kapie jej z paszczy jak tylko człowiek pogłaszcze po grzbiecie :) ale to miłe w gruncie rzeczy jest. niby takie pozostałości po kociej mamie (ugniatanie wywołujące dostarczenie jedzenia) ale fajnie tak być sobie Koci-Mamą 8 kilogramowej potężnej kocicy, która swoją siłę i godność prezentuje obśliniając się bezgranicznie na sesji pieszczotek :)

      Usuń