czwartek, 29 listopada 2012

Maj preszysssss :D

Mój skarbek, moje marzenie, mój plan aktualny :) 

sprawiłam sobie wcześniejszy prezent świąteczny. Znienacka spadła na mnie premia a nadmiar pieniędzy otrzymanych nad należnymi, zamiast jak myślący człowiek przeznaczyć na przeszłe zobowiązania, zainwestowałam w maszynę do szycia :) dzisiaj zamówiłam, niedługo będzie moja, na moim biureczku i będę ją nazywać Julka :) jestem szczęśliwa i chciałam się tym szczęściem podzielić :) oto ona :)
Zdjęcie pożyczone ze strony Łucznika.

Łucznik Julia, w dodatku zakupiony z dodatkowymi stopkami, już zapłacony, teraz czekać tylko na dostawę :)

Także moja "kochana" firma sprawiła mi niespodziankę. Cieszę się, nie powiem, wiele chwilowych problemów związanych z płynnością zostało rozwiązanych. W dalszym ciągu nie uważam tej jednorazowej premii za wystarczająca rekompensatę za codzienny stres jaki mi fundują, zwłaszcza w obliczu najnowszych pomysłów Władzy Głównej Najwyższej... Ale powiedzmy, że widmo bankructwa zostało odsunięte na jakieś pół roku. I stać mnie było na maszynę :)

Żeby nie było wątpliwości - zrezygnowałam z udziału w candy u Wioletty, ale dalej zapraszam, niech poszczęści się tej osobie która najbardziej sprzętu potrzebuje :)

Ogólnie poza tym - na weekend mnóstwo roboty. Oddać trzeba maszynę pożyczoną od K. , na swoją jeszcze chwilę poczekam, zatem zaległe suwaki, doróbki należy wykończyć. Udziergów się trochę nazbierało w kolejce prezentowej, zatem jak tylko zakończę znienawidzoną już sukienkę w kolorze "bardzo czarnym" zabieram się za chusty i czapki... może się wyrobię.

Prezentacja z Vatu została zrobiona na czas, niestety niedoceniona przez Doktora Magicznego ze względu na jego łaknienie... Otóż zgłodniał, więc odwołał nam wykład. Dokładnie: nie pamiętał, że jakiekolwiek referaty miały być przedstawiane na zajęciach... Ale mam za to prawie gotowy drugi rozdział pracy. Co w całości, z bonusem, maszyną i byciem w lesie z planami drutowymi oraz aktualnym przedłużonym weekendem powoduje sporo uśmiechu w dniu dzisiejszym :) jutro będę nadrabiać zaległości okołodomowe, ale dzisiaj się cieszę :)

I wymienimy sobie Tron Łazienkowy!!! rozumiecie? zamiast spadku po babci Zdzisi będzie faktyczny Tron... Tron, który nie będzie wymagał litra Kreta tygodniowo :D

Tym optymistycznym akcentem kończę i wracam do swojego latania na różowej chmurce szczęścia :)

Pozdrowionka

PS: nie zapomnijcie o Candy u LoliJoo - ta dobra dusza dla odmiany szuka nowego domu dla swojego overlocka - tego nie odpuszczę :)

środa, 21 listopada 2012

Dzień Życzliwości

Jak udostępniła tę informację Bezdomna Wioletta z Szafy, właśnie taki dzień mamy dzisiaj. Z tej okazji a także zbliżających się Mikołajek (przynajmniej tak twierdzi) ta Kobieta z wielkim sercem zorganizowała Candy z niesamowitą nagrodą :)

Zapraszam niniejszym pisemnie pozostałe osoby, którym marzy się rozpoczęcie przygody z szyciem wygraniem tak fajnego sprzętu :) Wiem, że im więcej osób tym mniejsze moje szanse ale skoro mamy dzień Życzliwości to nie mogę postąpić inaczej :)

Pozdrawiam

PS: a jeśli wygram to poproszę o autograf a za rok znajdę kolejną potrzebującą osobę... ot co! Howgh!

wtorek, 20 listopada 2012

Argh, czyli kryzys tfurczy :(

Chciałam się tylko szybko poskarżyć... mam kryzys tfuczy... może nie tyle tfurczy co wytwórczy...

Robię te nieszczęsną kieckę czarną, robię i robię i robię i końca nie widzę. Dzisiejsza przymiarka zaowocowała koniecznością dalszego robienia przez jeszcze conajmniej 15 centymetrów... Oczek jest całe mnóstwo, cały udzierg jest już potwornie ciężki i trudny do manewrowania. Zaczynam rozumieć dziewczyny, które jednak podejmują się zszywania udzierganych kawałków - majtanie prawie metrowej długości sukienką zdecydowanie nie jest fajne :(

A w dodatku patrzę na część poszerzaną (w czterech miejscach naokoło wyrobiłam kliny dodając oczka z nitki poprzecznej) i coraz mniej mi się to rozwiązanie podoba. Zrobiły się faktyczne kliny, a dalej sukienka ma być prosto w dół, zatem, żeby wzór "trójkątów klinowych" nie zniknął nagle, postanowiłam go kontynuować ale bez zwiększania ilości oczek. W skrócie: robię oczka prawe (dokładnie całe ich morze) potem dwa oczka razem, oczko dodane (na przedłużeniu ramienia "klina") potem klin oczkami prawymi, znowu oczko dodaję na przedłużeniu ramienia "klina", potem dwa oczka razem i tak dalej 4 razy naokoło... iiiii, na mnie wygląda to fatalnie... W dodatku chyba przesadziłam z poszerzeniem okołosiedziskowym i sukienka wydaje się obłędnie szeroka na dole. Żyłka na którą zrzucam oczka, żeby sukienkę przymierzyć (muszę brać dwie żyłki bo inaczej sukienka przeze mnie nie przejdzie nawet), jest w dodatku dosyć sztywna więc na dole robi mi się powyginana falbana o powierzchni żagla... I tak sobie myślę, że jeśli osobie docelowej, tak samo jak mnie, dół nie przypadnie do gustu i będę musiała pruć i robić całe poszerzanie od nowa inaczej to się chyba powieszę...

Zatem coraz częściej sukienka ląduje z powrotem w szufladzie po zrobieniu 3-4 rzędów a przez to jej zakończenie odsuwa się w czasie. A, że jakoś tam (na szczęście bezterminowo) się zobowiązałam, że ją zrobię to ja robię. Kompletnie bez serca aktualnie i bez chęci, odsuwając dla odmiany to co chciałabym robić (swoją sukienkę szytą) i to co muszę zrobić (praca magisterska!!! :( ) i to dodaje mi jeszcze frustracji...

Zatem ARGH... Chyba potrzebuję jakiegoś mentalnego kopa. Najlepiej byłoby gdyby nadał mi kierunek "podatek VAT" bo im szybciej się z tym uporam, tym szybciej będę miała czas i możliwość poświęcić wszystkie siły na to co mnie pasjonuje niepomiernie bardziej...

Taki krótki post narzekawczy... 


Dodatkowo chciałabym niniejszym powiedzieć, że pojawiające się tu i ówdzie na blogach wzmianki o Project Runway sprawiły, że właśnie kończę oglądać trzeci sezon i muszę powiedzieć "DAMN YOU BLOGOSFERA"!!! Chyba w życiu nie zdobędę tego tytułu w tym tempie... Pan J. ogląda ze mną, upewniając się tylko czasem czy fakt, że chciałby, żebym z oglądaniem kolejnego odcinka wstrzymała się do jego wolnej chwili, nie zagraża jego obrazowi wyjątkowo męskiego mężczyzny ;) 

Ja sama jestem niepomiernie zaskoczona bo normalnie nie wykazuje absolutnie żadnego zainteresowania sferą mody (to akurat dokładnie jak ja), reality show (też jakoś nigdy mnie to nie ciekawiło) ani projektowaniem czy szyciem ubrań... Zatem skąd nagłe "wsiąknięcie" w PR? Ani ja ani J. nie jesteśmy w stanie znaleźć odpowiedzi ;) Ale zawsze to przyjemniej robić coś w domu przy akompaniamencie, a ten konkretny akurat mi podpasował :)

Pozdrawiam zatem znad znienawidzonej już sukienki. Następny projekt nie będzie chyba zawierał nawet jednego oczka prawego - tak mi obrzydły już :/

PS: w ramach kontynuowania tematu konstrukcji góry od sukienki/bluzki, nie wiem która z Was już trafiła na bloga Szycie moja pasja gdzie la-Pe zamieściła bardzo prosty z wyglądu sposób na konstrukcję bluzki. Mam go na uwadze, jeszcze nie sprawdziłam jak się ma do moich zagranicznych źródeł pod względem trudności wykonania ale może ktoś będzie chciał wypróbować jako pierwszy :) Wygląda bardzo sensownie i w gruncie rzeczy prosto, zwłaszcza jak popatrzeć na błyskawiczne przerobienie konstrukcji pod cięcie francuskie (do którego moja sukienka powoli ewoluuje ze względu na jego łatwość, w porównaniu do walki z dwiema zaszewkami, które cały czas mi odstają przy czubku -.-). Powodzenia :)

niedziela, 18 listopada 2012

Przedstawiam Tosię

A jednak się odzywam ponownie. We wczorajszym poście poinformowałam, że razem z J. zabieramy się za klejenia manekina na mój wymiar. Jak zapowiedziałam tak też się stało.
Zatem oto Tosia:

Tosia ma na sobie jedną z moich zwykłych koszulek i bardzo ładnie widać jak większość sieciówkowych, dopasowanych ubrań na mnie wygląda :/ Biust i biodra opięte a w talii zwis niekontrolowany vel jama. Ta koszulka z mocno opiętych i odrobinę elastycznych, zatem przynajmniej widać, że nie mam kształtu pudełka.

Biodra same w sobie niestety powędrowały mi w czasie klejenia jakiś centymetr do góry, zatem na manekinie jest bardzo wyraźnie odcięta linia talii - na mnie wygląda to odrobinę gładziej i mniej kanciasto. Żeby pokazać moja dziwne proporcje - ten dziwny zwis w kolorze fuksji to broszka mająca imaginować miejsce pępka u mnie - tak mniej więcej. Jak się zrównałam ramionami z manekinem tak wyszło. Sama się dziwię, że to tak dziwnie wygląda :P

Jak wspominałam - oddychanie podczas klejenia nie było problemem póki J. Zajmował się górną częścią tułowia - oddycham normalnie przeponą, zatem niemożliwość wypięcia klatki piersiowej problemem nie była. Schody zaczęły się przy owijaniu brzucha i bioder - pod koniec zaczęłam się trochę wiercić a taśma do najlepszych jakościowo nie należała i, no właśnie, stąd przesunięcie lekkie bioder. Talia jest na właściwym miejscu.

Te żółte kreski, to zaznaczone taśmą izolacyjną linie konstrukcyjne/wymiary sylwetki, według których buduje się wykroje, ot tak dla dodatkowej pomocy dla mnie oraz sprawdzenia czy wszystkie wymiary się zgadzają.

Do wypełnienia użyłam części wypełnienia do zabawek, które kupiłam jakiś czas temu, w partii dolnej uzupełnionego wkładem do pufa (takiego z groszkiem styropianowym) - działa całkiem nieźle/

Ogólnie - z manekina jestem zadowolona, pomoże mi trochę przez jakiś czas na pewno. Zachwycona nie jestem - taśma pozostała mi po 4 przeprowadzkach raczej słaba była, więc sylwetka się gdzieniegdzie odkształciła i mimo, że obwód klatki piersiowej mi się zgadza to same piersi są trochę ściśnięte - jak w za małym staniku i rozeszły się trochę na boki. Aczkolwiek na chwile obecną przy braku funduszy na manekina sensowniejszego - zawsze to coś. Przy kupieniu manekina takiego zwykłego styropianowego (nie wspomnę o krawieckim z regulowanymi wymiarami bo na niego to nie będzie mnie stać jeszcze dłuższy czas) i tak będę musiała kombinować z uzupełnieniem wymiarów tu i ówdzie, żeby wszystkie elementy i wymiary moje się zgadzały - ale to zostawiam na później ;)

Jak dotrę do sklepu z materiałami być może kupię kawałek jakiejś lycry i zrobię Tosi gustowną skarpetkę, żeby nie robiła nikomu reklamy napisami na taśmie a tymczasem pozostaje jej chwalić się nieposiadaniem oczu ;)

Na pożegnanie nareszcie uchwycone futra w słodkim układzie oraz Heja na krawędzi rozpłynięcia się - zawsze tak wygląda jak właduje się na kolanka i zaczyna człowieka ugniatać, brakuje jedynie śliny skapujące z pyszczka ;)


Zatem do zobaczenia, a ja wracam do kolejnej wersji góry od sukienki ;) Trzymajcie kciuki ;)

Pozdrawiam

sobota, 17 listopada 2012

A miało być tak pięknie...

A miało być tak pięknie, no właśnie. Miałam usiąść do referatu, do pracy magisterskiej, miałam dokończyć skrojoną i częściowo zszytą spódnicę dla M. miałam odespać w ostatni weekend przed zjazdem....

Miałam. Efekt taki, że udało mi się nareszcie przebrnąć przez ustawę o VAT. Najgorszemu wrogowi nie polecam - cuda typu "terytorium kraju na terytorium kraju" to małe miki, od reszty włos się jeży i marszczą się elementy, które marszczyć się nie powinny. Pozostałych efektów ni mo. To znaczy są, ale na zupełnie innym polu. Własnie zakończyłam rysowanie 15 wersji góry od sukienki i zabieram się do przenoszenia na materiał próbkowy i mierzenia po raz kolejny. Materiał to resztki starego prześcieradła w nieśmiertelnym kolorze białym (albo tak zwanym "białym dawniej, w zamierzeniu producenta").
Ashritt dorwała się do skarbnicy wiedzy na temat konstrukcji ubrań, zdobyła jakieś ogromne tony publikacji (w wersji elektronicznej oczywiście) i uczy się robić tzw "block patterns", na polski "bazowe, blokowe wykroje". Aktualnie na tapecie góra do sukienki. Jak uda mi się ją zakończyć będę miała zarazem zaczątek bazowego wykroju do bluzki, koszuli, żakietu, sukienki i wszystkiego co zamarzyłoby mi się założyć na część ciała wystającą znad biurka. Na mój własny, niedopasowany do niczego wymiar ;) No niestety posiadaczki bardzo wydatnej części żebrowej-pod-biustowej, oraz talii jakieś 5 cm nad pępkiem i dosyć szerokich ramion nie maja łatwo. Próbowałam z listopadowej Burdy wykroić górę od tej sukienki.

Powiedzmy, że odpowiadało to mojemu sukienkowemu zamysłowi. Ale niestety zmierzenie się i obmierzenie zaowocowało koniecznością skopiowania wykroju o rozmiarze 44, co znowu po wstępnym zszyciu zaowocowało założeniem czegoś w czym pokazać się ludziom nie można. Chociażby ze względu na piersi wyskakujące wielkimi dziurami na rękaw... -.- Szew na ramieniu kończył mi się poza obrysem ciała, jedyne co było w miarę dobre to obwód talii i jej wysokość... szkoda tylko, że naprawdę nie wiem kto normalny mający rozmiar 44 ma na tej wysokości te 83 cm... przy czym rozmiar jest na osóbkę 168 cm wzrostu, ja mam maleńkie 10 cm więcej... więc tak, moja nienormalna talia pojawiła się w dobrym miejscu podniesionej talii. czyli tam gdzie ta drobna kobietka ma co? no nie wiem, ja w porównywalnym miejscu mam żebra... mutanty produkują w tej Burdzie. a potem się dziwią, że młode dziewczyny na patyki wyrastają, jak im przy ładnej sylwetce i przyjemnych kształtach producent wmawia, że maja rozmiar 44 mimo, ze wszystko wisi jak na wieszaku. grrr, musiałam sobie ulżyć...

W każdym razie, spódnica dla M. wisi na wieszaku i krzyczy o wszycie suwaka i zaszycie szwu tylnego, wykończenie góry i dołu a ja zajmuję połowę powierzchni podłogi salonu obłożona centymetrami, linijkami, cyrklami, papierem pakowym, zwałem materiału białego, rosnącą górą pokrojonego i pomazanego materiału białego oraz kompletem kolorowych ołówków. Wzorki nakreślone na papierze przypominałyby wczesne prace Picassa, gdyby trzymały się jednolitej kolorystyki. Czasami nie wiem, która linia do czego ale bawię się świetnie ;)
Efekt docelowy ma bazować na tym:
 

Jestem zakochana w tej kiecce :) oczywiście już solidnie odeszłam od powyższej inspiracji, za sprawą niewystarczających umiejętności oraz faktu, że jeszcze nikt nie napisał książki "how to make this dress in 5 easy steps when you're a begginer" ale powiedzmy, że mam cel - zrobić swoją sukienkę do świąt i zadać w niej szyku na wigilii :P oczywiście z koszulą pod spodem i bardzo ciepłymi rajstopami grzejącymi peryferia :)

To tyle na dzisiaj, na ten weekend i obawiam się, że na najbliższe dwa tygodnie. Dowodów zdjęciowych z akcji "wykrój" nie ma, ponieważ tarzam się po podłodze w wyjątkowo niewyględnych dresikach, z rozwianym włosem i zaczerwienionymi oczami, otoczona kotami zarówno żywymi jak i kurzowymi :) Jak zbliżę się do czegoś co będzie można nazwać wykrojem nie omieszkam zaprezentować i domagać się podziwu.

Czarna kiecka się dzierga powoli, minęłam poszerzanie i rozważam jak robić dalej skoro kliny poszerzające są mocno widoczne a kontynuować mam na prosto... Perspektywa prucia całego poszerzania i robienia go na "niewidocznie" niezbyt mnie zachwyca. Rozważam kontynuowanie widocznego dodawania oczek ale połączonego z ich odejmowaniem, żeby zachować formę prostą części spódnicowej.

Zatem wracam do wykroju, albo raczej do przerwy polegającej na obklejaniu mnie taśma celem zrobienia własnego manekina - J. wyraził chęć uczestniczenia w tym niecnym procederze, zatem jest szansa, że coś z tego wyjdzie ;)

Pozdrawiam serdecznie :)

PS: A, i zapraszam na Candy do Susanny, której sklep E-tasiemka obchodził niedawno miesięcznicę - link w bocznej szpalcie :)
PS 2: Zostałam wyróżniona przez Madę http://plantofelek.blogspot.com/, serdecznie dziękuję za docenienie, jak wspominałam, wyróżnienia nie przekażę, widziałam je już na zbyt wielu blogach , na które zaglądam regularnie ;) Z zadanych pytań mogę odpowiedzieć na jedno - bloga prowadzę od Lipca tego roku. Pozostałe to niestety nie bardzo do mnie - modą się nie interesuję, na imprezy chodzę w tym co przypadkiem mi z szafy wypadnie, na podróże nie mam czasu, a z kosmetyków używam kremu nivea i mydła ;) ot takie ze mnie dziwne, proste zwierzę ;)

Do zobaczenia wkrótce :)

niedziela, 11 listopada 2012

Jak pokazać nowy uszytek.

Otóż, sprawa wcale nie jest taka łatwa jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. 

Aaaaby pokazać coś ładnego, własnoręcznie zrobionego odpowiednio należałoby dysponować po kolei - aparatem, stojakiem, odpowiednią ilością światła oraz tłem artystycznym. W moim wypadku obecne jest tylko jedno - aparat, o ile takim szumnym mianem można określić zwykłą cyfrową maupę automatyczną. Nie narzekam - absolutnie, wiem jedynie, że ów zdjęciosprzęt mógłby być odrobinę wyższej kategorii, ale w sumie to po co, skoro służy do robienia fotek i foteczek dziubków, samochodów, czasami uszytków lub udziergów oraz wykrzywionych paszcz poszczególnych użytkowników w różnych okolicznościach przyrody.
Zatem aparat - jest. 
Następnie stojak - z braku czegoś lepszego służę Ja, bo czemu nie, wszak nie wpływam negatywnie na apetyt oglądaczy ;)
Odpowiednia ilość światła - tutaj pojawia się pierwszy problem problem wynikający z panującej nam dostojnie pory roku oraz bardzo durnych godzin pracy, że "światło dzienne" (to zza chmur i chmurek i kurtyny deszczu sporadycznie) widzę jedynie przez okno, które w biurze mam akurat za plecami, więc owo szumne światło podziwiam raczej jako odbicie na ekranie monitora. No ale można w weekendy odrobić pańszczyznę. Tak też stało się i teraz, w związku z koniecznością prezentacji Spódnicy Razem Szytej wg IK. 
Tło artystyczne - uuuu tutaj zaczynają się schody. Miłościwie nam panująca poprzednio pora dawała chociaż możliwość upozowania stojaka (mnie) na tle zieleni, potem owo tło można było określić jako "liście" aktualnie jedyne pasujące określenie to "błoto i badyle" a i to jest odrobinę na wyrost.  Mieszkanie - no oczywiście można, jeśli ktoś dba o nieskazitelny porządek, ma swój kącik do szycia albo posiada chociaż puszkę farby oraz trochę wolnego czasu i weny do machania pędzlem... ale i to nie wystarczy jeśli ściany są kostropate jak droga żwirowa :( W takich wypadkach należy zasygnalizować Wybrankowi odpowiednio wcześnie konieczność zorganizowania sesji plenerowej w miejscu przezeń wybranym. Wtedy Wybranek pakuje Stojak (a raczej Stojak sam się pakuje) do pojazdu szosowego i przemieszcza wszystkie elementy składowe sesji do odpowiedniej lokalizacji.
Czasem niestety może się zdarzyć pewne nieporozumienie wynikające z nieprecyzyjnego przekazania warunków, które powinna spełniać miejscówka idealna... 
Po przydługim wstępie niniejszym prezentuję: Spódnica Razem Szyta w Pięknych Okolicznościach Przyrody :)

Szybko wyjaśnię - J. jest pasjonatem klimatów postindustrialnych. Nie powiem - również lubię, jednakowoż tutaj postindustrialność objawiała się w dosyć nieoczekiwany sposób.
Zostało mi pokazane lokum. Wewnątrz można było znaleźć nawet fotel, a pomieszczenia zaskakiwały istnieniem dachu. Można spróbować podeprzeć ścianę i zapatrzeć się w dal, na zbliżającą się nieuchronnie  katastrofę i koniec świata...

Na szerokim parapecie można usiąść i podziwiać piękne okolice wsłuchując się w stukot kół pociągu towarowego (wchodziłam 3 razy zanim weszłam ale zejść już nie umiałam :( ) 

Wyjątkowo wygodna wysokość okien umożliwia wykonywanie ćwiczeń fizycznych mających na celu zaprezentowanie szwu tylnego spódnicy.

Należy bardzo uważać przy robieniu zdjęć, bo tunele prowadzące do Chin tylko czekają, żeby fotografowi rzucić się pod nogi i zrujnować dobre ujęcie.

O wyjątkowości tego miejsca może świadczyć standard, któremu większość małych 1-2 gwiazdkowych hoteli nawet nie dorasta. Otóż możemy znaleźć wannę. Niestety szykowanie się do kąpieli zostało przerwane  niespodziewanym przybyciem Pana Z Wędką i wyjątkowo ponurą miną, która przyspieszyła proces powrotu do domu - do tej pory zastanawiamy się czy wybierał się którymś tunelem do Chin, czy planował złapać pociąg (do czego, tego jeszcze nie wymyśliliśmy).

Brakuje w powyższej dokumentacji pokazu malowniczej kolekcji worków na śmieci oraz sedesu, przy którym mieliśmy szczęście pozostawić jeździdło :P
Jednakowoż sesja musiała zostać uzupełniona o brakujące szczegóły, których zdjęcia całej osoby nie zarejestrowało.
Należało pokazać kolanko z podszewką podszytą do szwu rąbka:

Oraz już w domu szczegół wykończenia paska:


Tak oto wygląda zakończony projekt Spódnica. Jestem niezmiernie zadowolona, a teraz w oparciu o bezcenne wskazówki szyciowe, chociaż na zupełnie innym wykroju powstaje panelowa spódnica z półkola dla M. Szczegóły wkrótce - jeśli się wyrobię to zdjęcia gotowego wyrobu na własnym stojaku pojawią się w następny weekend.

Miałam jeszcze zaprezentować cardigan z Himalaya Mercan Batic, ale po przepraniu zmienił deko kształt i wcale nie wyciągnął się w pożądanym kierunku (za to powiększył rozmiar w kilku niepożądanych), zatem poczeka na poprawki.
Aktualnie na drutach króluje sukienka z czarnej Alize Merino Stretch, druty 4,0, wzór oparty na: Golden Hour by Suvi Simola, robi się dobrze, podoba się bardzo, jestem na wysokości pępka i za moment będę musiała przemyśleć lekkie poszerzenie. Udzierg robiony na zamówienie, według kompletnego braku danych i pomysłów, na hasło "no czarne takie, proste, z dziurami, przylegające i z łódkowym dekoltem" bez wymiarów... stąd wybór włóczki. Na razie wygląda tak.
Jak widać jest czarny.



Koty jak to koty, jesienna aura zapędza ja na kolanka Państwa, żeby Ci wyganiali chłód z kości głaskaniem. Młoda wczoraj w prezencie od Ciotki M. dostała tunel dla kotów. Takie biało zielone coś, z bardzo szeleszczącego materiału, z trzema otworami, z którym Młoda z zamiłowaniem wyskakuje jak diabeł z pudełka. Albo dla odmiany wskakuje jeśli a którymś akurat znajdzie się na moment grzbiet którejś z kot starszych ;) ujeżdżanie dla początkujących normalnie. Zdjęć brak bo Młoda aktualnie na większości wygląda tak: 

czyli w ogóle nie wygląda. Jakimś cudem nie mamy żadnego zdjęcia Młodej wtulającej się z starszą chociaż śpi tak systematycznie. Leżą razem, przytulają się, wylizują się, a potem zaczyna się bójka, jak mała się rozbudzi. Mamy tutaj codziennie przedstawienie. Dzisiaj Kluska na przykład latając jak kot z pęcherzem (czy tego określenia można używać w stosunku do kota? :P) poślizgnęła się na kablu i wywinęła z łomotem orła... Oczywiście w ciągu milisekundy się podniosła i już biegała na drugim końcu pokoju ;)

Pozostałe dwa Futra wykorzystują każdą sekundę na dosypianie bo małe posiada niewyczerpane zasoby energii i najwyraźniej wystarczają jej trzy 15 minutowe drzemki dziennie, zatem można je spotkać w takich sytuacjach:
Absolutnie nie do odróżnienia ;)

"To nie jest kot którego szukasz" ;)

Jeszcze pokażę zaległe zdjęcia opaski i rękawiczek na ludziu. Proszę się nie bać, na co dzień tak nie wyglądam, zdjęcia sprzed tygodnia z końcówki choroby ;)


Na do widzenia, przed powrotem do herbatki oraz sukienki fotka z "w trakcie" Razem Szycia oraz końcowe zdjęcie ;) A teraz pozostaje wykrzyczeć gromkie "DZIĘ-KU-JE-MY" dla Intensywnie Kreatywnej i mieć nadzieję, że nie zakończy działalności edukacyjnej za szybko ;)



Pozdrawiam i do następnego :)

ps: Zdjęcia by J. obróbka również, lokalizacja - wyłącznie jego wybór ;)

Dlaczego Blogger próbuje mi poprawić "pępka" na "pipkę" ???? O_O


UPDATE: Nikt mi nie powiedział, że zabrakło jednego zdjęcia -.- no ładnie...

niedziela, 4 listopada 2012

Niedziela - w pędzie z igłą

Nie ma mnie. Planowałam wpis w ten weekend, ale wszystkie (absolutnie wszystkie) moje plany poszły w odstawkę ponieważ Intensywnie Kreatywna wystartowała ze swoim mega kursem szycia spódnicy. Utonęłam, spódnica prawie zrobiona, zdjęcia paru innych rzeczy leżą, kwiczą i grzecznie czekają na uzupełnienie wpisu o pierwszy noszalny, własnoręcznie uszyty ciuszek.

Z zapowiedzi - spódnica do kolan, no troszkę za - jeśli uda mi się ją ładnie skrócić (wybrałam pierwotnie bardzo niepasującą mi długość 7/8); beżowa; z lekko rozciągliwego sztruksu; na podszewce (zabrakło mi przekleństw przy krojeniu i szyciu tego mistrza śliskości); z krytym suwakiem i guziczkiem.

Serio, Intensywnie Kreatywna razem z mężem, wypuścili z taśmy produkcyjnej aż 71 filmików (68 dotyczących samej spódnicy i 3 pomocnicze) !!!!! Kto jeszcze nie zaglądał - biegusiem - POLECAM!!!

A teraz wracam, dla odmiany do drutów i czarnej sukienki z Merino Stretch.

Nowy wpis będzie w przeciągu tygodnia z kawałkiem dokumentacji zdjęciowej :)