poniedziałek, 29 października 2012

nowości i zwykłości z kaszelkiem w tle

Stało się, rozłożyłam się. Grypopodobne paskudne coś lata mi z hukiem po głowie i pogłębia jeszcze stałe u mnie gwizdy w lewym uchu. Biega mi po kościach, zatyka zatoki, wyskakuje chrychem i powoduje kolosalny wzrost zużycia chusteczek. Koty się mnie boją a ja zapobiegawczo odganiam wszelkie, ewentualne wąpierze z daleka zalatując czosnkiem, chwilami przeplatanym z zapaszkiem przedawkowanego soku malinowego. Chóra, za chwilę nadprogramowo długi weekend, zatem musiało mnie paskudztwo dorwać. bleh.

Oczywiście chodzę do pracy, zastanawiając się czy stan terminalny byłby wystarczającym powodem do zwolnienia lekarskiego i prątkuję radośnie na prawo i lewo. Po powrocie siły mam mniej wystarczająco na klapniecie na najbliżej usytuowanym miejscu siedzącym i docierpienie do wieczora ale samo się nic nie zrobi. Dzisiaj zatem pokrzepiona wizytą w aptece oraz zakupami leczniczymi (czosnek, czosnek, cytryna, sok malinowy i czosnek) piszę, że żyję. Napiszę, wrzucę zdjęcia nowości i wrócę do dogorywania przy filmie z drutami w łapkach. Otóż, z pamiętnej włóczki Himalaya, co miała się stać sweterkiem on the beach, robię sobie otulacz około-nerkowo-naramienny. Wzór główny to wypatrzony na Ravelry Mr Bluejeans cardigan by Amy Swenson. Taki był przynajmniej plan. Gdzieś na wysokości pachy mój umysł ogarnął całość projektu i szeptem - tak, żebym za dobrze nie usłyszała - zaczął napomykać, że to nie ma sensu. Po zakończeniu serii rzędów skróconych krzyknął wreszcie głośniej a ja się za głowę złapałam - taaaa, z cieniowanej włóczki robić górę z paskami układającymi się w poziomie a dół z paskami w pionie...  zgrzytnęłam zębami i zaczęłam liczyć. wyliczyłam, policzyłam, poprawiłam trzy razy, zrobiłam dwa dodatkowe rzędy i oto robię taki sobie kardiganik z wykończeniem świetnie pokazanym przez Intensywnie Kreatywną TU. Ponieważ kardigan a nie sweterek robię, czyli dziergam w te i nazad, mam zasadniczo do zrobienia na każde 4 rzędy tylko jeden rząd oczek lewych co mnie niezmiernie satysfakcjonuje - jakoś ich nie darzę sympatią... i tak sobie robię i robię. na chwile obecna mam długość gdzieś do 1/3 pośladka wciąż bez rękawów i już widzę, że ten udzierg zje mi więcej włóczki niż pamiętne rozciągnięte niewymiarowo coś. Na szczęście zapas włóczki mam więc mogę sobie nawet lekki płaszczyk tym sposobem zmajstrować.  Oto i aktualnie dziergany sweterek, druty 4,0, włóczka Himalaya Mercan Batic.

Wszak nowy udzierg nie może się obejść bez kontroli jakości, tutaj Kluska sprawdzająca miękkość ogólną oraz Heja weryfikująca zapach.

W międzyczasie wspominałam, że dziergam sobie mitenki. To było dawno i nieprawda. Mitenki już są, już zdążyły się zmechacić ździebko, ale są i grzeją nałapnie. Wzorek: Seeded Mitts by Heidi Beukelman włóczka do kompletu z Gingko Shoulderette - Malabrigo Lace. Ponieważ z jednego motka wciąż został mi mały kawałek (niestety nie wiem ile, ale moteczek tylko odrobinę większy od włoskiego orzecha) poszłam po rozum do głowy i zachęcona padającym w sobotę śniegiem, wzięłam włóczkę podwójnie, dołączyłam  Exclusive Wnuka granatowy i zrobiłam sobie opaseczkę na uszy wzoreMosaic Headband by Kara Shallenberg. Doszyłam tylko gumkę z tyłu i sprawdza się wyśmienicie a i wzorek niesamowicie sympatyczny do robienia. Oto i one:
Zdjęć na mnie nie będzie ze względu na ogólną niewyględność, około-nosowo-czerwoność i oczno-napuchniętość... następnym razem :)

W weekend też nie próżnowałam. Tym razem powyżywałam się odrobinę maszynowo. Dokończyłam nareszcie wiszący "segregator" na drzwi łazienki. W związku z ograniczona ilością miejsc do składowania w tymże pomieszczeniu wymyśliłam sobie kieszenie do zawieszenia w jedynym miejscu gdzie da się wbić w łazience gwóźdź - na drzwi. W sobotę dokończyłam  i jak widać mam gdzie trzymać szczotkę do włosów :) Piękny to on nie jest, równy też nie, ale materia była wyjątkowo oporna i szwaczka nie za bardzo doświadczona. Rolę co miał spełniać - spełnia więc i ja zadowolona jestem :)
Piękne granatowe kieszenie zasłaniają pęknięta szybę w drzwiach łazienki i nijak nie komponują się z beżowymi kafelkami "a la prababcia" :P

Na ostatni rzucik pochwalę się wspominaną już rzezią niewiniątek. W weekend dorzuciłam trochę skórek do mojego pudła WIP. Jak widać są dwie lalki zszyte, jedna nawet ma coś co można nazwać sukienką, na dnie walają się wypchane kawałki czegoś co w zamierzeniu ma być kotkiem, a na samym wierzchu - nowe wyczyny - dwa króliki. W segregatorze jeszcze czekają wykroje na bałwanki i śpiące mikołaje, w szafce ledwo domknęłam zamówione wypełnienie, więc w końcu produkcja będzie musiała ruszyć - liczę, że nastąpi to w okolicach początku grudnia. A tymczasem składuję luźno latające kończyny oraz nowe materiały.
Rzeź niewiniątek by Ashritt, pudełko by IKEA

I ponownie Kot-Tester-Jakości - Mona

Z pozostałych kwestii - mam już określony i zaakceptowany temat pracy, plan już wymyśliłam, materiały właściwie posiadam (łącznie z unijną dyrektywą, umieszczoną na pergaminowym papierze w ponad-tysiąc-stronicowej-książce-po-angielsku, ech), czas zabrać się za pisanie... zatem ogólnie zabieram się i na tym zakończę podsumowanie statusu mojej pracy magisterskiej.

Z innych miłych elementów rzeczywistości: dziewczyny, których działalność około odzieżową i nie tylko, szczerze podziwiam zorganizowały Candy i to aż trzy na raz się aktualnie odbywają :) Do szyju szyju oraz do longredthread linki widać z boku, a i myszoptica u siebie rozdawajkę robi:
Upraszam o niezbyt tłumne przybywanie - każde candy jest inne i na każde ostrzę sobie zęby oraz składam ofiary z zabijanego czasu... ;)

Po tak długim wpisie czas na powrót do mojej wystygłej herbatki z sokiem malinowym, sweterka z pawimi oczkami oraz kolejnego filmu :)

A jak tylko cudem ozdrowieję będę planować z czego by tu sobie uszyć spódnicę według Razem Szycia Intensywnie Kreatywnej - ostatnio mojej głównej wzbudzicielki weny tfurczej :)

Pozdrawiam i apsik! Oby Was wirusy omijały, Howgh!

Oczywiście wszystkie zdjęcia i obróbka tychże by J. ;)

8 komentarzy:

  1. To ja Ci będę obiady robił i chusteczki podsuwał a Ty szyj i dziergaj :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli tyle robisz gdy jesteś przeziębiona, to boję się zapytać, co się dzieje jak jesteś w pełni sił :)))))
    Takie wieszadełko na drzwi też za mną chodzi, ale w wersji na ścianę, tak bym mogła powiesić je przy maszynie i powciskać tam wszystkie moje przydasie.
    Zwłoki w pudełku robią nastrój jak w horrorze (szczególnie objadane przez Monę...brrr:)))
    Zdrówka życzę :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i dekorację na halloween masz jak znalazł ;)
      M.

      Usuń
    2. Też rozważałam uszycie sobie takiego na ścianę, ale niestety moje ściany to z granitu zrobione i nie powiesi się na nich nic bez użycia wiertarki udarowej :/ ale ogólnie pomysł takich kieszeni jest naprawdę świetny a i banalny do uszycia w gruncie rzeczy - polecam :)

      Zwłoki leżą i czekają na moją wenę tfurczą do działania igłą i nitką ręcznie a o to jakoś ciężko jak się człowiek przyzwyczai do bliskości maszyny do szycia :P

      Pozdrawiam

      Usuń
  3. No, nie powiem, urobek imponujący jak na zdrową jednostkę, a jak na chorą - to za trzy. Wieszadełko bombowe jest. Co się czepiasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję ;) to ten czosnek spożywany w ilościach ponadstandardowych nawet jak na mnie - czosnko-pożeracza, tak mnie napędza chyba...

      Kieszenie wiszące są krzywe - sama szyłam, ale krzywość na pierwszy rzut oka nie nazbyt rzucająca się w oczy - zatem zadowolona jestem i tak :) ma toto służyć do użytku domowego a nie do obnoszenia się po ulicy ;) obnoszenie się byłoby aktualnie wyjątkowo trudne - J. przybił gwoździe tak porządnie, że usuwać będziemy chyba razem z drzwiami :P

      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Chciałabym w Waszym tempie dziergać! (Ćwiczę ruchy nadgarstków namiętnie)
    Segregatory takie uwielbiam! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ćwicz dzielnie :)
      Ja robię na drutach praktycznie w każdej wolnej chwili, puszczam sobie jakiś film czy odcinek serialu, siadam z kotem na kolanach i dziergam :) jeszcze nie opanowałam wychodzenia z robótką w świat, ale chwilowo jest mi to niepotrzebne :)

      A segregator jest niesamowicie przydatny. Miałam plan jakiejś ozdóbki ale leżał niedokończony już jakieś 2 miesiące więc się zeźliłam i jest kompletnie gładki ;)

      Pozdrawiam

      Usuń