sobota, 13 października 2012

Cuda niewidy

No cuda niewidy!!! co robiłam przez ostatni tydzień?

 - dokańczałam Tubę  (dzięki M. dostał mi się brakujący motek :* cmok Maleńka ) - stan aktualny 3 ostatnie rzędy przede mną
 - skończyłam mitenki - komplet do Tuby
 - planowałam działalność około maszynową. A tutaj sporo się działo :)

Dzisiejszy dzień zaowocował powstaniem Torby. Należy jej się ta duża litera. Pół tygodnia przeglądałam internety w poszukiwaniu torby idealnej i nie znalazłam, zatem poświęciłam trochę czasu i wymyśliłam "Plan torby idealnej dla A. (mnie)".
Otóż torba taka powinna:
 - być robiona ręcznie - maszynowo oczywiście, w każdym razie rękodzieło. Przerobiłam już sporo torebek, najdłużej w życiu towarzyszyła mi torba na laptopa z IKEA (ta kiedyś sprzedawana - czarna, wielka, z dopinanymi na rzep kieszeniami, teraz już takich nie robią...wzdech),
Potem zakochałam się w kilku torebkach ręcznie robionych. Mam 3 sztuki kupione na Alledrogo - ot bombki, dwie z kordury - w miarę zwykłe, i jedną z materiału z podszewką. Materiał jest boski plus turkusowa kokardka :) . Jednak wielkość (małe raczej) i długość uchwytów (no ni dudu nie mogę założyć nawet na płaszcz jesienny a co dopiero zimowy) - nie są doskonałe. No i w środku mają tylko jedną kieszonkę i miejsca jak na lekarstwo - takie małe, bez pudełka.
Jakiś rok temu zobaczyłam co robi Ifona. I tym sposobem Kleofas i fioletowa fala jest mój :) Kocham tę torbę. 
Zdjęcie ze strony Ifony

Mieści wszystko czego potrzebuję do pracy, nawet buty na zmianę, śniadanie, dwa telefony, Kindle'a, wielki portfel i kilkanaście innych rzeczy (każda kobieta wie co można nosić w torebce). Ale (no zawsze jest jakieś "ale" ) wróciłam na studia i torba przestała mi wystarczać. Bo a to śniadanie, a do wielki notatnik czy kalendarz, plus 4 długopisy, plus standardowo dwa telefony, plus kalkulator, plus jakiś energy drink, plus jakiś cukierek, serek, cokolwiek. I niestety w torbie z dwóch prostokątów bez szerszego dna i szerszego wejścia, już nic nie można znaleźć. A jak człowiek jeszcze przykryje to chustą czy mitenkami to zapomnij o wyciągnięciu czegokolwiek. Zatem Torba Idealna powinna jeszcze
 - mieć szersze dno,
 - mieć uszy - albo jedno umożliwiające założenie jej na skos albo dwoje, żeby założyć na ramię, ale nie takich żeby czuć jak suwak wbija się w pachę,
 - mieścić notatnik A4 w poziomie (a nie tylko w pionie jak Kleofas),
 - mieć dedykowaną kieszeń na telefon (wychodzę z domu/z pracy to mam słuchawki na uszach a torbę wypadałoby zapiąć),
 - mieć kieszeń wystarczająco dużą, żeby pomieścić Kindle'a (och, nie lubię nosić go luzem, mam na tym punkcie obsesję, a zrobiony na drutach pokrowiec trochę się nie nadaje do szybkiego chowania przy wychodzeniu z tramwaju),
 - mieć jakąś łatwo dostępną kieszonkę na pierdółki typu paczka chusteczek, karta wejściowa do pracy, bilet jednorazowy kiedy miesięczny się skończy przed pensją,
 - mieć "normalne" (jak dla mnie) ułożenie kieszonek otwartych w środku (typu na długopis etc). Jestem praworęczna, torbę noszę po prawej stronie i nie mogę się przyzwyczaić, że jak ją otwieram to widzę zasuwaną kieszeń tam gdzie powinny być długopisy...
 - być na tyle sztywna, żeby stać samodzielnie. Torba ma stać. Sama, nie być opierana non stop, zawieszana na oparciu - no ma stać i już.

Przypominam, że mówię o Torbie - wielofunkcyjnym narzędziu do użytku codziennego - do pracy, na studia, na zakupy. Na imprezy, do opery i na ślub można wziąć coś co mianuje się torbą a jest wielkości portfela - posiadam takich kilka - mają swoje niezaprzeczalne zalety. Jednak na co dzień potrzebuję czegoś potężnego, majestatycznego, pojemnego, dającego mi możliwość przeżycia tygodnia na pustyni i... chyba się zagalopowałam. Ogólnie potrzebuję Torby.

W każdym razie myślałam, oglądałam, rysowałam, liczyłam i powstał plan. Plan mieści się na 4 kartkach A4 i opisuje wymiary, potrzeby w zakresie fizeliny, ocieplenia oraz suwaków (poza oczywistymi materiałami) oraz kolejność działania (ja chyba jestem uzależniona od takich opisów i opisików...-.- )
Plan został wykonany w dniu dzisiejszym. Nie mogąc powstrzymać się od zabrania za szycie, wstałam o 8mej rano i zrobiłam wykrój. Potem poszły wycinanki, prasowanki, wyklejanki, przyszpilanki, zaszywanki. Jakimś sposobem minął cały dzień. Jak zaczęłam o 8:30 tak skończyłam o 18. Torba posiada już całe zewnętrze z kieszonkami i uszami, całe wewnętrze z kieszonkami i suwakiem, brakuje jedynie połączenia tychże obu. Niestety godzina osiemnasta to kres moich możliwości szwalniczych z racji posiadania jednego żyrandola na półtora pokoju, w dodatku to żyrandola starego, z matowym szkłem i energooszczędnymi żarówkami. Nawet lampa stojąca i świecąca prosto w maszynę nie pomaga. Zdjęć dzisiaj zatem również nie będzie - ilość światła w naszym mieszkaniu przywodzi na myśl zmrok, kiedy już słońca nie widać i należy rozpalić ognisko. Będą jutro, ale dzisiaj mała zapowiedź.

Torba posiada
 - dno - 10 centymetrów dna, mieszczącego spokojnie gruby segregator wypełniony papierami,
 - dwoje uszu na jedno ramię, odrobineczkę za długich, ale skrócenie to betka,
 - no mieści A4, jak wyżej napisałam nawet cały segregator,
 - w środku na boku ma kieszonkę wpuszczoną po bokach w szwy, specjalnie na telefon. Suwak kończyć się będzie dosłownie 5 mm przed końcem wejścia więc słuchawki swobodnie będą dyndać,
 - na zewnątrz, na boku oglądającym świat, ma kieszeń rozmiarów Kindle'a, dodatkowo wyłożoną ociepleniem, żeby Kundelkowi było miękko i ciepło nadchodzącej zimy :) i ta kieszeń ma patkę!!! i tam będzie zapięcie na magnesik!!! (niestety to przyszywane, w pasmanterii pod bokiem nie mieli innych, ale w sumie - jak mi się jednak nie spodoba to odpruję, patka przykrywa co ma przykrywać i wystarczy),
 - z boku na zewnątrz ma kieszonkę wpuszczoną w szwy, raczej przestrzenną, z gumką na górze. I już przełożenie kluczy z głębin Torby w czasie zakupów nie jest mi straszne,
 - kieszenie otwarte są od strony ręki, suwaczkowa kieszeń od strony ciała. Niestety przeliczyłam się z rozmiarami długopisów, ale sądzę, że materiał raczej się leciutko rozciągnie i moje pisaki kiedyś spokojnie wejdą do dedykowanych kieszonek,
 - zewnętrzna część jest z ociepleniem, podszewka jest oklejona fizeliną. Myślałam o użyciu sztywnika, ale mam raczej złe doświadczenia z wywracaniem oklejonej camelą torby na drugą stronę, wolałam nie ryzykować. No i ocieplenie jest jakieś 3 razy tańsze niż sztywnik krawiecki, milsze, torba jest odpowiednio sztywna, zachowuje kształt ale jest jakoś cieplejsza i miększa w odbiorze,
 - dodatkowo ma od razu podwójnie szyte kieszenie - ze złożonego materiału. I już nie będą mnie denerwowały wielkie klucze zaczepiające o "mankiet" kieszonki.

Jestem ZA-CHWY-CO-NA. Pozostało mi na jutro przygotowanie suwaka głównego i wszycie go wedle wszelkich kanonów między podszewkę a materiał zewnętrzny. Mam jeszcze przygotowany materiał na lamówkę, ale jakoś nie jestem przekonana. Może się oczywiście okazać, że będzie konieczna zatem materiał  jest gotowy, musiałabym tylko go zaprasować odpowiednio.


A co do prasowania. Jako, że ocieplacz w porównaniu ze sztywnikiem, jest skandalicznie tani, a ja ostrzę sobie zęby na tę torebkę - no jestem na nią chora po prostu - kupiłam go 2 metry. A że dalej jest tak samo "tani" (przynajmniej ja tak sądzę, patrząc po cenach w pobliskim sklepie przemnożonych przez te 300 metrów jaki mam do niego) a nasza deska do prasowania była skandalicznie paskudna i koszmarna i błe, namówiłam J. żeby coś z tym fantem zrobić. J. znalazł odpowiednie narzędzia, wyciął ocieplenie i obił na nowo deskę (która pierwotnie składała się z koszmarnie zadziornej płyty paździerzowej oraz kawałka porwanego materiału) - czyli ogólnie odbębnił cała upierdliwą część - ja to mam dobrze ;) . Ja na szybko po godzinie 18 skleciłam pokrowiec z kawałka starego obrusa i gumki i mogę nareszcie cieszyć się prasowaniem (to nieprawda - prasowania nienawidzę straszliwie, moje koszule do pracy grzecznie i układnie schną na wieszakach do założenia rano a ja drobne zagniecenia mam głęboko i szeroko, aczkolwiek przy szyciu na maszynie prasowanie jest konieczne - abu).


Taką miałam pracowitą sobotę. Zdjęcia zaplanowane są na jutro, zatem spodziewajcie się wizualnych dowodów mojej działalności za jakieś 24 godziny :) Plener jest w planie :) IK - wyślę zdjęcia gotowej Tuby oraz mitenek jak obiecałam :)

PS: krojenie materiałów na podłodze przy młodym kocie - koszmar, krojenie ocieplacza na podłodze przy młodym kocie - zapomnij, umrzyj, nawet nie waż się o tym marzyć... :)

Witam nowych obserwatorów, zapraszam do kom"ę"towania i pozdrawiam serdecznie :)

PS 2: Rozważam zrobienie małej instrukcji zrobienia takiej torby - jak zrobić a się nie narobić. Czyli - wszywanie większości kieszeni w szwy konstrukcyjne, które i tak musisz zrobić, jak wyliczyć ile "dna" potrzebujesz (wbrew pozorom, co udowodniłam - to wcale nie jest takie oczywiste), jak dosztukować brakujący kawałek oraz jak mocno nie zauważać lekkiej krzywości :) co Wy na to?

PS 3: Łucznik uciągnął nawet sześć warstw grubego materiału z IKEA (tego dawnego, jakieś 6 lat w moich zapasach) plus fizeliny plus ocieplacza dwie czy 3 warstwy - jestem dumna z niego, dumna z siebie (że nie padłam z przerażenia, że zepsuję) i szaleńczo zakochana w tej maszynie... K., ja Ci jej nie oddam póki sama się nie zgłosisz!! pamiętaj! :) no i nie udało mi się dzisiaj złamać żadnej igły, jedynie pogięłam parę tuzinów szpilek :) 

Pozdrawiam

4 komentarze:

  1. No rany Boskie, nie ma zmiłuj! Nacharowałaś się jak pracownik supermarketu na podwójnej zmianie z tą torebką. Jak czytam opis to robi mi się gorąco (mam nadzieję, że to nie menopauza). Wrzucaj szybko te fotki, bo normalnie nie dotrzymam.
    Ukłony dla Łucznika. Nie wiem ile lat ma Twój, bo mój to już przepracował 30 lat i w/g prawa może iść na emeryturę, ale staruszek daje radę takim ekstrawagancjom z mojej strony, jak np. szycie 4 warstw czegoś grubego i nawet nie jęknie.
    A stare koty mają tak samo jak i młode. Nie można nic zrobić bez odpowiedniej asysty, baa - bez odpowiedniej pomocy (np. ja ci może to wezmę, bo to fajne jest do ciągania po chodniczku). Ot, koci świat....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie się nie naharowałam... co jest dziwne biorąc pod uwagę ile czasu nad Torbą spędziłam :) jakoś tak się wszystko w międzyczasie "samo" zrobiło mimo "latania" (odsuwania rozwalonego taboretu) od biurka z maszyną do deski do prasowania ;) Jakoś tak zaplanowała szwy, że w sumie nie było ich jakoś strasznie dużo, serio - tu kieszeń wszyta razem z uchwytami a od dołu wszyta w dno, tutaj kieszeń razem z bokiem przyszyta do zewnętrza/wewnętrza etc. Dumna jestem z rozplanowania :)

      Łucznik to pożyczona w miarę nowa maszyna od K. - mamy mojej przyjaciółki. Nazywa się 360 FA i trochę jęczał przy szyciu ale dalej gładko sunął - czas jeszcze raz porządnie naoliwić. Ale ogólnie jestem zaskoczona, bo chętniej przeszył te 4 warstwy jeansu z ocieplaczem i fizeliną niż wcześniej dwie warstwy tego samego i dwie bawełny...

      Moje "staruchy" olały kompletnie nowy wymysł Pańci w postaci zwałów materiału na podłodze, Kluska za to szalała. Dostawszy pasek materiału - odpadu - zwariowała zupełnie i zabiła go w ciągu kwadransa przynajmniej 10 razy. A ocieplacz? ło-matko-jaki-groźny-stfur-co-na-pewno-chce-zabić-mnie-i-wszystko-wkoło-trzeba-się-bronić-i-zabić-go-wcześniej... no nie dałam rady nawet jednego cięcia przeprowadzić normalnie... :P

      Zdjęcia będą, jutro - obiecuję, choćby nawet plener nie wyszedł, to będą w "świetle" dziennym :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  2. No to ja czekam na wyniki sesji zdjęciowej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Opisałaś też moją Torbę Idealną. Czekam z niecierpliwością na zdjęcia. Jestem szalenie ciekawa jak wygląda. Może i jak sobie kiedyś torbę uszyję...

    OdpowiedzUsuń