sobota, 1 września 2012

Too many ideas...

Za dużo pomysłów, za mały móżdżek, żeby to ogarnąć i tak mało czasu (dostępnego oczywiście bo spieszyć to mi się nie spieszy).
Wpadłam w Tildy na amen (powtarzam się ale serio, wpadłam, zatonęłam i nawet grzywka, której nie mam nie wystaje). Maszyna służy świetnie (dokonałam na niej karkołomnej sztuki przyszycia wypchanej lalce tildowej, długości nie przymierzając 60 cm od czubka głowy do dużego palca u stopy, kończyn oddolnych do tułowia i dała radę!), chociaż aktualnie większość czasu pożera ręczne zszywanie części a raczej, uprzednie wypychanie kawałków. 
Posiadałam kilka poduszek, nieużywanych ze względu na spranie kompletne, wypełnionych poliestrowym wkładem. Cóż... już ich nie posiadam. Poszukuję miejsca gdzie za niewielkie pieniądze uzupełnię braki w materiałach wypełnieniowych i mam nadzieje, że poduszki będą miały sensowny wkład (ostatnia miała wypełnienie w formie małych, spranych cząstek... ładowanie tego do szczupłej tildowej kończyny było mordęgą).

Aktualnie na warsztacie:

Uprasza się o wybaczenie bałaganu w tle, ale to mój własny, Tfurczy bałagan. Niebieski segregator zawiera część wzorów na druty, biały na zabawki szydełkowe a z boku widać wykroje na Tildy. Zdjęcia by J. ale specjalnie bez artyzmu, mają służyć jedynie jako raport z frontu :)


 - jeden miś - główka połączona z tułowiem, łapki przyszyte, teraz schnie po praniu bo muszę poprawić krzywo przyszyte nóżki
 - jedna lalka - posiada wypchane i zszyte wszystkie części, prezentuje się nago
 - jeden kotek, w formie niewypchanych skórek, pyszczek już teraz przypomina bardziej prosiaka niż Felis catus
 - kolejna lalka, również w stanie zszytych kawałków wołających o wypchanie i nadanie jako takiego kształtu.

Na kartce pomysłowo-inspiracyjnej dwa króliki i dwie lale, które pozostaną chwilowo tajemnicą, bo mają swoje osoby przeznaczenia a i muszę przemyśleć nadane imidże pod kątem "czy porywam się z motyką na słońce, vel moje marne umiejętności?".

W dodatku materiałów ciekawszych mi trzeba! Z resztek z Maminego pawlacza można zrobić jeszcze wiele,  ale ile można powielać marynarskie ubranka i robić ze wszystkich maskotek blade twarze? Jedyny dostępny kolor ciałka to chwilowo biały, ale aktualnie będące na warsztacie zabawki przerobiłam na lekki beż, za naszymi babciami, farbując je w herbacie. Niestety eksperyment nie wyszedł najlepiej, co widać na łapce misia, gdzie kawałek mimo wcześniejszego uprania, herbaty zupełnie nie złapał. Nie wiem, nie rozumiem, muszę iść na zakupy materiałowe.

Tutaj fotki trochę bardziej aktualne.

Bluzeczko-sukieneczka należy do misia, troczki przyszyte na środkach do tunelu, brzegi zawinięte na dwa przeszycia, kieszonka również -wszystko po to, żeby małe, zwinne rączki nie zrobiły sobie z ich pomocą krzywdy.

Miś zszyty na guziki, ale guziki specjalnie wybrane bardzo duże, żeby nawet jak dziecię zdolne urwie to nie dało rady połknąć. Całość wykonana jedynie z bawełny, wielokrotnie pranej, miś zafarbowany absolutnie nietoksyczną herbatą (przez to odrobinę nierówno), jeszcze przeprany razem z wypełnieniem w celu sprawdzenia wytrzymałości szwów.


Na dzisiaj plan następujący:
 - dokończyć misia, który jutro powędruje w słodkie łapki córeczki koleżanki
 - ubrać lalkę
 - przygotować "skórki" dla projektów z kartki inspiracyjnej
 - spróbować uszyć torbę, jako kolejny stopień wtajemniczenia maszynowego
 - jeśli któryś z powyższych punktów wypadnie z kolejki - kontynuować robienie Dew Drops Shawl przy miłym filmie.

Mimo bycia wciąganą przez maszynę i całe mnóstwo projektów tfurczych w głowie, muszę wrócić do drutów, wszak jesień już za pasem, a na tę porę roku jest właśnie kilka niezobowiązujących zamówień dla krewnych i znajomych królika. Ale zabawki.... ale maszyna... wszak wypożyczona, oddać w końcu będzie trzeba... :( A jak trzeba będzie oddać, to wiem, że jakąś w końcu kupię - dla siebie, do głaskania, podziwiania a dopiero na końcu listy - do wyczyniania kolejnych dziwadeł :) 
Już wiem, że to będzie Łucznik, jeszcze nie wiem który. Obawiam się, że mój wybór będzie pokierowany raczej możliwościami portfela, ale jak popatrzyłam tutaj na ceny i to co maszyna posiada, wiem już, że niżej niż wypożyczony 340 FA nie zejdę. 
Poza tym dowiedziałam się już, że naoliwienie maszyny daje bardzo dużo, tak samo jak zgarnięcie sterty kłaczków z okolic bębenka i transportera :) Jestem z siebie naprawdę dumna :)

Robótkową sobotę czas zacząć! Drugą kawą oczywiście :)

Pozdrawiam nowych komentatorów oraz obserwujących i zapraszam wkrótce na nowe wieści z frontu :)

4 komentarze:

  1. Aleś się rozszalała! Z jaką motyka się porywasz? Widać, że to pasja! A z pasją to się na wszystko można porywać.
    Pewnie w sprawie wypełnień byłaś już tam, gdzie ja, ale na wypadek gdyby jednak nie: http://allegro.pl/poduszka-satynowa-40x40-super-jakosc-100-polskie-i2574329389.html
    Satyna (?) w poduszkach niestety biała, więc bez herbaty tylko na blade twarze, ale są po 4 zł za sztukę, kurier niedrogi, no i w pakę sporo wejdzie. Może to jest pomysł na zapasik, jeśli Cię do tego stopnia wzięło?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za linka - przyda się :)
      Pasji we mnie całe mnóstwo, tylko czasem umiejętności nie starcza, albo są one jeszcze nie wystarczająco wyuczone. Ale podtrzymanie na duchu zawsze się przydaje przy kolejnym projekcie :)
      tymczasem wracam do robienia misiowi skarpetek, żeby nóżki nadchodzącej jesieni mu nie marzły :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  2. HO HO toż to produkcja hurtowa-POZDRAWIAM i wskakuje do obserwatorów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam serdecznie, dopiero się rozkręcam :) Jutro wielkie szycie i będą wieści z frontu :)

      Pozdrawiam

      Usuń