niedziela, 30 września 2012

Podsumowanie wrześniowego UFOwykańczania

Mamy ostatni dzień września, nowej robótki nie dokończę już dzisiaj zatem nadszedł czas na rachunek sumienia. Pierwotna lista UFOków z aktualizacjami sprzed dwóch tygodni i ostatecznymi:

  • zapomniany w szufladzie Minion szydełkowy - bez zmian; jak widać ręka się na chwilę przymocowała, reszta wygląda jak jajko w spodenkach...
  • aktualnie dziergane Dew Drops Shawl - druga część borderu, utknęłam na jakimś czwartym rzędzie, bo coś mi się poryćkało z ilością oczek...; wciąż tkwię w tym samym miejscu z zagwozdką rozmnożonej cudownie liczby oczek...
  • sweterek On the Beach - zrobiony, do sprucia; spruty - ładnie wygląda jako trzy kłębuszki
  • komin i mitenki dla koleżanki - wzór na komin wybrany, mitenki będę kombinować z wzorem komina, żeby pasowały; wzór wybrany i rozpoczęty - Tuba Razem Robiona od Intensywnie Kreatywnej, mitenki z tym wzorem będą przeproste i urocze :)
Drops Baby Alpaka Silk
  • rękawiczki - przeróbka Sourwood Mountain by Erica Jackofsky - plan zmieniony na Razem-wiczki, jedna prawie gotowa; zakończone jak widać :)

Rękawiczki są takie same, to ja mam krzywe kciuki :P Update - rękawiczki oczywiście dla M.
  • sukienka dla lalki - bez zmian
  • wypchanie, zszycie, odzianie pozostałych dwóch zabawek Tildy - bez zmian
  • wyprodukowanie 4 projektów tildowych z kartki inspiracyjnej - bez zmian
  • torba zakończona, do drobnych poprawek; zakończona i uwieczniona na zdjęciach

Widać, że torba jest po przejściach - ale po jej zrobieniu wiem już, że sztywnik trzeba dłużej kleić żelazkiem :P
  • pierwsza próba spódnicowa - próba pierwsza z byle jakiego materiału, nawet nie podklejonego i bez podszewki, byleby sprawdzić rozmiar - prawie zszyta; próba spódnicowa poczeka na rozważany przez IK tutorial, już mi się nań paszcza śmieje ;)
  • obfotografować za pomocą J. wszystkie zaległości, a jest ich parębez zmian; zrobione, co widać powyżej i poniżej.

Komplet dla J. czapeczka, baktus oraz rękawiczki bez palców - Drops Baby Alpaka Silk


Ginkgo Shawl z Malabrigo Lace

Poza tym z dodatkowych osiągnięć mogę się pochwalić:
  • przyjęciem do domu malucha o ostatecznym imieniu Kluska - domek docelowy jakoś nie jest poszukiwany ;),

Zdjęcie bardzo dobrze pokazujące jak urosła, jak ktoś zainteresowany porównaniem zaprasza tu.

Włosy J. są fajne om nom nom...

Kluska dosłownie włazi nam na głowy :)
  • naprawą dwóch par spodni dla J. - w tym na pierwszym centymetrze ściegu złamaniem nowiusieńkiej igły do jeansu (JAK???),
  • zrobieniem mega porządków domowych - trzeba było, wszak za tydzień początek zajęć,
  • wyżywieniem całego domu przez prawie cały miesiąc (nie odważyłabym się zrobić kotletów schabowych - J., Twoje są absolutnie bezkonkurencyjne :P ) nie doprowadziwszy do skrętu kiszek :P,
  • przeżyciem pierwszego miesiąca w pracy po powrocie z urlopu - właściwie to uważam, że jest to moje największe osiągnięcie.

Ogólnie - powinnam była pójść za radą Finextry i stworzyć punktację dla każdego elementu planu oraz wyznaczyć sobie cel punktowy do osiągnięcia na wrzesień - na pewno byłoby to mniej frustrujące, następnym razem skorzystam.

W każdym razie mam już specjalną szufladę w komodzie na UFOki, mniej będą mnie kłuły w oczy aż do następnego postanowienia wykończeniowego :P Ktoś mógłby zapytać "a dlaczego siłą rozpędu nie zakończyć wszystkich już teraz?". Z bardzo prostej przyczyny - trochę straciłam do nich serce chwilowo, muszę chwilę odczekać. Większość powinna wrócić na druty/maszynę jeszcze przed świętami bo są pomyślane prezentowo. A tymczasem mogę spokojnie zabrać się za to co chciałam zrobić (komplet jesienny ogrzewający dla siebie), co mnie ciągnie (malowanie ścian), jest mi potrzebne (wiszący segregator na przybory toaletowe na drzwi łazienki), muszę zrobić (napisać pracę magisterską, brrr), przyda się (prezenty świąteczne), obiecałam (komin i mitenki dla koleżanki, sukienka dla I.).

A propos sukienki - poszukuję włóczki dosyć grubej, ewentualnie takiej żeby ładnie wyglądała wzięta w kilka nitek na prostą, czarną sukienkę z długim rękawem. Najchętniej żeby była trochę rozciągliwa, żeby sama dopasowała się do sylwetki. Myślałam o Divie Stretch Alize, ale jest dosyć cienka a "sprężynka" chyba nie bardzo wyglądałaby wzięta w kilka nitek... Czy ma ktoś doświadczenie w tej materii?

Tymczasem wracam do robienia tuby i obijania się w ostatni wolny dzień na najbliższe dwa tygodnie. Na pożegnanie śpiące kocisławy w liczbie dwa,


trzecie nie chce pozować,
Jakby ktoś był ciekaw to ta czarna krecha na środku to ogon Hejki.

oraz mój J. w pozycji zasadniczej podczas słuchania moich nowych i nowszych pomysłów :)

Pozdrawiam, ściskam, cmokam i nazwę Was Dżordż :D

PS: Google i jego podpowiedzi sprawdzania pisowni Rozdział Drugi:
 - doprowadziwszy - "doprowadzi wszy" - umarłam
 - wyprodukowanie - "wy produkowanie" ... a "my jedzenie" czyli podział obowiązków według Google.

piątek, 28 września 2012

ha HA!!!

Donoszę w biegu, że skończyłam Razem-wiczki!!! zdjęcia w niedzielę, a tymczasem może rozpocznę Tubę razem robioną :) 

Dumna i blada, odhaczywszy chociaż jeden punkt z planu wrześniowego wracam do pracy :)

Pozdrawiam

środa, 19 września 2012

Pierwsze UFO - zakończone?

Oto pierwsze UFO, które uważam za zakończone i tym samym wypada z wrześniowego planu: sweterek  on the beach by Isabell Kraemer .

Akryl Himalaya Mercan Batik, druty 3,5... oto on:
Okoliczności przyrody nie sprzyjają zdjęciom w ładniejszym otoczeniu niestety.

Podsumowując:
 - z włóczki robi się świetnie, miła, przemyka po drutach jak zwariowana, robi się równo, trzeba tylko uważać na rozwarstwiające się nitki, można złapać nie całe oczko,
 - projekt świetny, szalenie mi się podoba metoda contigouos, będę używać jeszcze nie raz
 - podoba mi się długość sweterka, długość rękawa, dekolt (i tak zakładałabym na coś, a nie na gołą skórę i bieliznę)
 - aaaaaale idzie do sprucia, i to właściwie w całości, już tłumaczę dlaczego.

Nie wiedząc zupełnie czego się trzymać przy mierzeniu w czasie robienia, łudziłam się, że dziury na rękawy są owszem wielkie ale rękaw je zbierze trochę, że szerokość przejdzie w długość przy blokowaniu i okazało się jak niewiele wiem na temat konstrukcji ubrań tego typu.


A oto dowód rzeczowy:

Tak, dobrze widzicie, pachę mam na wysokości łokcia a w szerokości w ten sweterek weszłaby kobietka moich podwojonych wymiarów i jeszcze miałaby miejsce.

Zatem zaczynam od początku, rozstaw ramion jest bardzo w porządku, dekolt tez mi pasuje, natomiast pachę muszę zrobić jakieś 15 centymetrów wcześniej niż w tym wypadku. i trochę zmniejszyć ilość oczek na korpusie. Czyli właściwie zrobić ze dwa rozmiary mniejszy... czyli czeka mnie stworzenie nowej ręcznej rozpiski :D jupi (już się cieszę, serio, poprzednią zgubiłam na wyjeździe).

Z pozostałych wieści drutowych - rękawiczka sztuk raz skończona, muszę tylko poprawić palec wskazujący, bo zrobiłam go odrobinę za luźno i zabieram się za kolejną. 
Tutaj widać właściwy kolor włóczki, światła słonecznego niet o tej porze, zatem musicie sobie resztę wyobrazić, albo skorzystać z poglądowych Razem-wiczek na blogu Intensywnie Kreatywnej ;)

Tutaj wzorek widać ale kolor nie wyszedł.

Złapałam drutowy wiatr w żagle i mam zamiar z drutowych planów się chociaż wywiązać ;) następny w kolejce komin w brązach.
PS: Intensywnie Kreatywna prezentuje aktualnie kursik na Tubę Razem Robioną, rozważam również ją jako wzór na komin patałętający mi się w kolejce.

Z wieści z frontu mniej robótkowego a bardziej domowego. Mona (kudłatek mój) odzyskuje powoli głos, dohtór orzekł zapalenie krtani, zaraziła się od małej pewnie. Mamy trzymać w warunkach umożliwiających samodzielne wyzdrowienie i póki mają zwierza apetyt i energię, nie martwić się za bardzo. Smarkatka smarka już zdecydowanie mniej, za to wariuje zdecydowanie więcej. A jeszcze tydzień temu cieszyłam się, że taka z niej przylepa i że cały dzień na kolankach by mogła... cóż, teraz moje kolanka służą jej jako droga przelotowa na parapet i spowrotem. Zaczepia mój łokieć, moją piętę, moje plecy, moje koty, ogony moich kotów, miski moich kotów. Wrogiem numer jeden jest kocyk, myszka, bas J. albo i jego pokrowiec, maszyna do szycia, rękawiczka, worek na śmieci, but, kontener i bogu ducha winny fotel. Biega po krzesłach, po stołach, po parapetach, po miskach, po kolanach i po suficie...a przepraszam, tam jeszcze jej nie było, chociaż ścianę już zaliczyła. Tupie niemiłosiernie, gania się z Moną w te i wewte, Heję straszy na każdym winklu. Ogólnie jest uroczym, rozbuchanym kocim dzieckiem :) Nareszcie, przynajmniej wiadomo, że jest zdrowa ;)

10 minut przed pisaniem tego posta czyściłam imć Królowi klatkę - takie tam wymiany ściółek. Król w imię tegoż dostał wychodne i patatajał sobie radośnie po całym mieszkaniu, Małe za nim. Król ze swoim królewskim spokojem miał ją na obrzeżach swego jestestwa, Małe nie ustawało w próbach zaczepnych. J. w tym czasie zebrawszy się do wyjścia na próbę zakłada buty i woła mnie chwilę później do przedpokoju, bylebym aparat wzięła. Udało mi się niniejszym uwiecznić Jego Królewską Olewczość w towarzystwie małego rozbójnika. 

Chwilę później, czego nie udało mi się uwiecznić, Małe usiłowało zajrzeć Królowi do miski w celach konsumpcyjnych. Dopiero to wywołało w Euzebiuszu żywszą reakcję. Tak oto ponownie zostało udowodnione, że stoicyzm Imć Króla nie ma granic, póki ktoś mu się do kupra nie dobiera lub z miski nie wyjada - prawdziwy facet! :D

Tym radosnym akcentem zakańczam na dzisiaj, wracam do poprawy wskazywacza w rękawiczce i rozpoczynania następnej sztuki, obserwowania zabaw kotów i oglądania serialu :)

Witam nowych obserwatorów, dziękuję za dotychczasowe komentarze, pozdrawiam wszystkich po równo i zapraszam ponownie :)

poniedziałek, 17 września 2012

Jak nie urok...

...to ...inne przypadłości...
Znowu zamilkłam... Tym razem z szeroko pojętych przyczyn zdrowotnych. Najpierw mój wirus, w trakcie przechodzenia którego weszło w nasze życie Młode (wciąż pod roboczym imieniem, tym razem - Smarkatka). Następnie Młode zaczęło przejawiać oznaki przeziębienia i do dzisiaj za pomocą leków wspomagających odporność oraz flaszki z gorącą wodą jako termofora, usiłujemy zwalczyć gila do pasa. A Małe przytula się, dokazuje i obżera do wypęku ciągle posmarkując i kichając. 
Do tego dzisiaj zamilkło nam kolejne kocię, tym razem o dziwo to bardziej owłosione. Od piątku okna mamy pozamykane ze względu na Młodą a to starsza nagle, ni z tego ni z owego dzisiaj zamilkła i przedstawia sobą raczej żałosny obrazek usiłując wydać odrobinę dźwięku... Witaj kolejna wizyto u weterynarza... na szczęście poza dźwiękową niemocą, żadnych innych objawów nie stwierdzono, zatem jesteśmy dobrej myśli.

Z drutów zszedł sweterek on the beach, w najbliższym czasie zrobię zdjęcie, bo właśnie dosycha, ale już widzę, że idzie do sprucia. Kompletnie nie trafiłam w rozmiar i w dodatku widzę nierówno robione oczka przy części górnej, robionej na płasko (no najwyraźniej słabo mi wychodzi robienie oczek lewych na "złej" stronie dzianiny). Ale przynajmniej będę dokładnie wiedziała ile włóczki na sweterek potrzeba. Aczkolwiek punkt z planu wrześniowego odhaczony.

Zaczęłam robić tez zaplanowane dla M. rękawiczki. M wybrała sobie nowy wzór pochodzący od Intensywnie Kreatywnej - Razem-wiczki, jestem przy chowaniu lewych oczek przed palcami rękawiczki numer jeden i muszę powiedzieć, że nowe znalezisko (akryl Himalaya, który się nie mechaci według zapewnień producenta) sprawuje się świetnie. Na razie mimo nie noszenia rękawiczek mogę stwierdzić, że włóczka przemiła w dotyku, robi się z niej świetnie i owszem, jak to akryl, przy robieniu wypuszcza pyłki i małe kępki z siebie, ale poza tym na samej dzianinie nie widać ubytków, kępki odfruwają sobie luzem i nie trzeba ich wyciągać czy wycinać. Jak się sprawdzi w noszeniu - czas pokaże.

Do końca września zostały niecałe dwa tygodnie a lista wygląda następująco:

  • zapomniany w szufladzie Minion szydełkowy - bez zmian
  • aktualnie dziergane Dew Drops Shawl - druga część borderu, utknęłam na jakimś czwartym rzędzie, bo coś mi się poryćkało z ilością oczek...
  • sweterek On the Beach - zrobiony, do sprucia
  • komin i mitenki dla koleżanki - wzór na komin wybrany, mitenki będę kombinować z wzorem komina, żeby pasowały
  • rękawiczki - przeróbka Sourwood Mountain by Erica Jackofsky - plan zmieniony na Razem-wiczki, jedna prawie gotowa.
  • sukienka dla lalki - bez zmian
  • wypchanie, zszycie, odzianie pozostałych dwóch zabawek Tildy - bez zmian
  • wyprodukowanie 4 projektów tildowych z kartki inspiracyjnej - bez zmian
  • torba - zakończona, do drobnych poprawek
  • pierwsza próba spódnicowa - próba pierwsza z byle jakiego materiału, nawet nie podklejonego i bez podszewki, byleby sprawdzić rozmiar - prawie zszyta
  • obfotografować za pomocą J. wszystkie zaległości, a jest ich parę - bez zmian.
Wniosek: jestem w lesie... trzeba przysiąść fałdów i fałdków i pozakańczać projekty, zwłaszcza, że dużymi krokami nadchodzi październik i kolejny rok akademicki, już ostatni. A poza co-drugo-weekendową szkołą, mieszkanie samo się nie ogarnie, koty same o siebie nie zadbają, zakupy i posiłki same się nie zrobią i do pracy normalnie trzeba biegać, zatem w wolne weekendy zapewne będę dogorywać i odsypiać zaległości. A jeszcze w tym roku do napisania praca na ostatni w mojej karierze stopień pseudo "naukowy" -więcej mi nie trzeba, mam niewielkie ambicje. Patrzę na ten "plan" na najbliższe 10-11 miesięcy i za głowę się łapię... a potem łapię się raz jeszcze i myślę, że są przecież kobiety, które ogarniać muszą to wszystko same, bez faceta albo dodatkowo z dzieckiem lub dziećmi w liczbie mnogiej, albo w obu sytuacjach na raz a wtedy... bez urazy - robi mi się troszkę lżej na myśl, że jeszcze nie mam aż tak ciężko. 

Spinam się zatem i zakańczam dzisiaj rękawiczkę numer jeden trzymając na kolanach małego smarkatka, głaszcząc jedną ręką oniemiałą Monę, drugą wypychając korpusiki zabawek, w międzyczasie usiłując ustalić grafik zajęć na najbliższe 5 miesięcy. Potem przeżegnam się własną nogą, podleję nie dającą się zamordować bazylię i padnę bez życia na łóżko bo do budzika do pracy zostanie tylko kilka godzin. Jeśli ktoś posiada parę godzin nadprogramowego czasu, to chętnie przyjmę, albo chociaż zamienię na swoje ostatnie 5 lat życia, bo po co ma się teraz marnować :)

Pozdrawiam

środa, 12 września 2012

Cuda na kiju czyli...

...czyli czemu się nie odzywam co uszyłam i udziergałam.

Otóż zawitała do nas nowa istota. Na czas bliżej nieokreślony, powiedzmy że jesteśmy domem przechodnim. 
Kolega przywiózł malucha po nocy spod Olsztyna. Znalazł go zupełnym przypadkiem, na przystanku w jakiejś wsi, siedzącego w zamkniętym kartonie. Albo maleństwo się zgubiło, weszło i nie wiedziało co dalej, albo jakiś pajac wyrzucił malucha w paskudny sposób skazując go na śmierć z głodu. Kolega niewiele myśląc, zapakował dziecię płci nieznanej do auta i wraca z trasy do domu, wiedząc już, że to nie przypadek, że byli sobie pisani i że tylko śmierć będzie w stanie ich rozłączyć.
Niestety, pies, również znajda, będący domownikiem o dużo dłuższym stażu, po chwili od poznania zaczął traktować malucha konsumpcyjnie. Z wielkim żalem zatem kolega rozpoczął pilne poszukiwania nowego domu dla oseska. 
Co mogłam zrobić - zgłosiłam się, przygarnęłam i tak oto nastała Perka (robocze imię). Poszukujemy jej z J. dobrego domku (lepiej u nas niż na stałe z psem, którego nagłych reakcji nie da się przewidzieć).

Kocię dzisiaj zaliczyło wizytę u weterynarza, zostało odrobaczone, określone jako 100% dziewczynka urodzona jakieś 2 miesiące temu. Już zdobyła moje serce, nie wiem w jaki sposób zdobędę się na jej oddanie w dobre ręce. A tymczasem dokazuje, obżera się na zapas, straszy moje zasiedziałe futra (takie małe a już się pręży i buczy z większym przekonaniem niż moje zatwardziałe w bojach kotki) i mruczy, i przytula się, i włazi na ramię/kolanka/ręce - byle bliżej do człowieka.
Ludzi nie boi się ani troszkę, odrobinę przeraża ją odbicie w lustrze oraz moja część zadnia (nie wiedziałam, że jest aż tak duża, żeby straszyć :( ). Moje koty strasznie chcą ja obwąchać, siadają więc w odpowiedniej odległości i oglądają, próbując rozkminić "co to właściwie jest? "co ta gupia pańcia przywlokła?" a z racji bojowości małej - wolą nie zmniejszać dystansu.

Także chwilowo zajmuje mnie takie małe, ruchliwe, śmieszne i kochające :)

Jeśli ktoś z Warszawy pragnie kotka, zapraszam na wnikliwe badanie warunków domowych oraz usposobienia - kotencji nie oddam byle komu. Za bardzo kocham swoje koty - a i małą zdążyłam pokochać - żeby w ciemno puszczać ją w świat. Nie żebym jakoś bardzo tego pragnęłam, ale jest nas dwoje do decydowania o powiększaniu przychówku (bez względu na jego gatunek).

Krótko o genezie imienia - Perka, ale właściwie skąd? wyszła z kontenera po przybyciu i pierwsze słowa J. "ale nietoperz!". Wydawało nam się, że chłopiec, a skoro Nie-toperz, to będzie Toper, czule Toperek. A że wnikliwa obserwacja zaowocowała stwierdzeniem płci przeciwnej, powstała Perka - imię wciąż robocze, w książeczkę zdrowia nie wpisane. J. niniejszym zostaje w mniejszości: po stornie męskiej mieszkania jest on oraz imć Król Euzebiusz, a my - baby, no cóż, mamy już przygniatającą przewagę (na szczęście nie kilogramową).

Krótko o zdrowiu i usposobieniu Perki - wnikliwe badanie weta wykazało - brak grzyba, brak świeżbowca (uczy wyczyszczone i do obserwacji na wszelki wypadek). Kocię zdrowe, pierwsze odrobaczanie za nami, drugie w przyszły weekend, szczepienie gdzieś w połowie października, kolejne miesiąc później. Usposobienie - absolutnie nakolankowe, chociaż jak to dzieciak - uwielbia zabawy. Myszka z dzwonkiem skradła jej serce a mnie skradła przytulaka na dobre półtorej godziny. Ludzi nie boi się w ogóle, lubi polować na pace u stóp i na wiszące nogawki spodni. Inne zwierzaki chyba z racji swojej wielkości trochę ją przerażają - jej buczenie i syczenie przypomina raczej gruchanie gołębia, ale liczymy, że jej przejdzie. Apetyt iście lwi, uwielbia jedzenie saszetkowe, karmę suchą też zjada ze smakiem, chociaż od swojej dziecięcej zdecydowanie woli tą dorosłą z miski obok :) Przejazdów samochodowych się nie boi, kontenera również, póki co weterynarz tez jest fajny - szczepienie może to podejście zmienić.

Swoje szczęśliwe miejsce znalazła w kontenerze z ręcznikiem, więc jeśli ktoś kto chciałby ją przygarnąć nie posiada kontenera, mogę swój odsprzedać (tego konkretnego moje koty niecierpią, więc i tak musiałabym kupić nowy) - koszt niewielki zwłaszcza, jeśli spojrzymy na to, że kontener może służyć również za koci-budkę, patrząc po zachowaniu Perki.

Póki co zwrotu kosztów nie oczekuję - odrobaczanie i czyszczenie uszu to kwestie obowiązkowe, żeby moje własne koty się czymś nie zaraziły, ale po szczepieniu oczekiwałabym zwrotu za szczepionkę (to chyba oczywiste, niestety do krezusów nie należę). Karmę na sam początek mogłabym zapewnić, zależy ile mała zdąży zjeść z zapasu, który zrobiliśmy.

Ogólnie nie oddam jej nikomu przez przyszłym weekendem, czyli drugim odrobaczeniem, kiedy to kota będzie już zsocjalizowana, 100% kuwetkowa, trochę odkarmiona oraz beż żadnych dodatkowych mieszkańców i innych ewentualnych przypadłości.

Zatem po przydługim wstępie przedstawiam Wam Perkę:







Jak reakcja moich futer?
 - nie bardzo wiedzą co to jest,
 - bardzo chciałyby obwąchać, ale mała się od razu stroszy, więc one się stroszą,
- Mona (długowłosa) oraz Król po chwili konsternacji stwierdzili, że najwyraźniej tak ma być i mają stosunek mocno olewczy,
 - Heja.... cóż, Heja jest święcie obrażona chwilowo, schowała się za szafkę pod zlewem i ani myśli wyjść. Jak spotyka małą gdzieś po drodze, to już na odległość 3 metrów zaczyna buczeć. Agresji nie wykazuje, ale do zachwyconych kotów nie należy. Na rączki/kolanka - niechętnie, pomiauczeć pod nogami i ponarzekać na swój los - bardzo chętnie. Liczę, że jej przejdzie - niech się uczy, w końcu nie przez całe swoje życie będzie mogła być w centrum mojej uwagi...
Ogólnie traktuję cały przychówek tak samo, staram się poświęcać tyle samo uwagi, plus daję dodatkowe smakołyki i staram się wszystko rozpieszczać. Jedynie Król nie ma tyle samo swobody co zawsze, bo póki co obawiamy się dodawać Perce stresu w postaci tuptającego po całym mieszkaniu zwierza (do klatki podchodzi i bardzo się interesuje, ale moje dorosłe koty były przerażone sposobem poruszania się długouchego, więc chwilowo ograniczamy opuszczanie klatki).

Z powyższych powodów prawie nic nie udziergałam - bo jakże to dziergać, kiedy wiecznie na kolanach coś/ktoś leży i mruczy, jakże szyć, kiedy małe właśnie obukuje/jest obukiwane - chwilowy zastój.

Ale!
- Dew drops shawl wchodzi w stadium drugiej z czterech części borderu,
- On the beach ma dokończony tułów a rękawy są w trakcie robienia (oba naraz, więc znowu się namacham motkami)
- wypróbowałam szycie torby z papavero, ale nie przeczytałam instrukcji wcześniej a godzina była późna, zatem uszyłam kompletnie na opak - zatem torbą tego nie nazwę,
- dotarło mi wypełnienie zakupione, niestety w związku z nowym domownikiem, nie mogę go wyciągnąć, bo mi się guptak jeszcze naje czego nie powinien - zatem chwilowo część projektów wymagająca wypchania, wypada z kolejki.

Ale dużo września jeszcze przede mną, jutro sytuacja powinna się ustabilizować, a że ja do końca tygodnia przebywam na zwolnieniu w związku z nieprzyjemnym wirusem (nie przechodzącym na koty na szczęście) to mam trochę więcej czasu niż zwykle.

Pozdrawiam zatem z kociego królestwa, do następnej chwili kiedy Perka będzie akurat spać :)

środa, 5 września 2012

No UFOs allowed

Jak głosi tytuł bloga - tutaj nie wpuszczamy UFO (dla niewtajemniczonych - UnFinished Objects - niezakończone projekty). Nadszedł i dla mnie miesiąc wrzesień, miesiąc w którym część społeczeństwa sprząta biurka i idzie do mniej lub bardziej państwowych przybytków nauczania obowiązkowego, część wyjeżdża na tańsze wakacje bądź szykuje się do kampanii wrześniowej, a znamienita większość, w tym ja, wstaje w kolejny poniedziałek do pracy, zmienia kartkę w kalendarzu i z zaskoczeniem konstatuje, że oto minął kolejny miesiąc życia, zbliża się jesień i zastanawia - gdzie właściwie ten urlop się podział. Jeśli Drogi Czytelniku, należysz do jakiejś niewymienionej grupy, proszę nie czuj się urażony bądź pominięty :)

Zatem - nadszedł wrzesień. Postanowiłam zastosować się do poczynionego na początku życia blogowego założenia - no UFOs allowed. Miesiąc ten niniejszym przeznaczam na wykończenie rozpoczętych projektów, zaplanowanych pomysłów na które mam już materiały oraz "kilkuosobowej" kolejki dziergadeł jesiennych dla krewnych i znajomych królika.

Lista obejmuje kilka pozycji i nadzieję, że się w ciągu 4,5 tygodnia wyrobię. Wygląda następująco:
  • zapomniany w szufladzie Minion szydełkowy - stan jego nie zmienił się od ponad miesiąca: ma spodnie oraz jedną rączkę,
  • aktualnie dziergane Dew Drops Shawl - zbliżam się do końca gładkiego body, ale Drops Lace i druty 3,5 wymagają sporego skupienia, z którym u mnie ostatnio krótko,
  • sweterek On the Beach - stan nie zmieniony, ale wczoraj już zostały do mnie wysłane brakujące motki, zatem prace za moment ponownie ruszą,
  • komin i mitenki dla koleżanki - wzór na komin wybrany, mitenki będę kombinować z wzorem komina, żeby pasowały
  • rękawiczki - przeróbka Sourwood Mountain by Erica Jackofsky w kolorze czerwonym i z palcami, albo chociaż krótkimi palcami - ciekawa jestem jak wyjdzie,
  • sukienka dla lalki - tej gotowej, wypchanej i zszytej, wyrysowana na materiale, pozostaje wybrać aplikację i uszyć samo ubranko
  • wypchanie, zszycie, odzianie pozostałych dwóch zabawek Tildy - wypełnienie już do mnie idzie w ilości 5 kilogramów, więc powinno na czas dłuższy starczyć :)
  • wyprodukowanie 4 projektów tildowych z kartki inspiracyjnej - ciałka do dwóch mam już rozrysowane, część ciuszków także, w ten weekend, będę chyba wszystko seryjnie na maszynie szyła :),
  • torba - wykrój już gotowy, materiały są gotowe, czekam jedynie na zamówioną fizelinę, ale wciąż rozważam jeszcze czy ze względu na ogólną cienkość materiału nie zamienić jej na camelę (wyczytałam na świetnym forum Szyjemy po godzinach, że jest dostępna w sklepie u mnie pod domem - ciągle jeszcze myślę),
  • pierwsza próba spódnicowa - razem z fizeliną idzie do mnie kilka kawałków materiałów, z których będę mogła popróbować się ze spódnicą. Pozostaje jedynie wymierzyć się dokładnie i przygotować wykroje,
  • obfotografować za pomocą J. wszystkie zaległości, a jest ich parę - poduszkot w paski z Tildy, komplet dla J., to co się w międzyczasie udzierga/uszyje.

Ufff sporo tego. Nawet jeśli rozłożę to na 4 tygodnie to będzie ciasno. A w planie dnia muszą się wszak zmieścić jeszcze codzienne obowiązki około pracowe razem z dojazdem do biura, szykowanie paszy na dwie osoby wraz z wydawaniem pieniędzy na składniki, obrabianie zwierząt w ilości sztuk 3 - szczególnie koty ostatnio jakby więcej miłości i miziania wymagają, chyba czują, że "Winter is coming" :D

Pomijam już zupełnie dobrowolnie "odbębniane" obowiązki towarzyskie to tu, to tam. Coś czuję, że żeby wyrobić się z planem powinnam zakupić spory zapas napojów energetycznych i przekonać swój organizm, że sen jest dla leszczy O_O
Zatem przysiadam fałdów i zarządzam wrześniowe wyzwanie kolejkowe!

UFO dotyczące wystroju mieszkania, ze względu na konieczność zachowania zdrowia fizycznego i psychicznego, po skonsultowaniu z lekarzem lub farmaceutą zostały usunięte z tegomiesięcznej kolejki.

O efektach będę informować na bieżąco, liczę, że wyrobię się z większością, tak, żebym z październikiem mogła już rozpocząć spokojne, bezstresowe przygotowania świąteczne. Nie chcę kompletnie zarzucić nauki szycia a plany świąteczne mam bardzo rozległe. Niby najbliższą rodzinę mam bardzo okrojoną liczebnie, jednak na mocy niepisanej umowy z mą Mamą, szykuję także multum prezentów dla rodziny dalszej. I już powoli zaczynają mnie świerzbić łapki do nowych projektów. 

Trzymajcie kciuki :)

Pozdrawiam

sobota, 1 września 2012

Too many ideas...

Za dużo pomysłów, za mały móżdżek, żeby to ogarnąć i tak mało czasu (dostępnego oczywiście bo spieszyć to mi się nie spieszy).
Wpadłam w Tildy na amen (powtarzam się ale serio, wpadłam, zatonęłam i nawet grzywka, której nie mam nie wystaje). Maszyna służy świetnie (dokonałam na niej karkołomnej sztuki przyszycia wypchanej lalce tildowej, długości nie przymierzając 60 cm od czubka głowy do dużego palca u stopy, kończyn oddolnych do tułowia i dała radę!), chociaż aktualnie większość czasu pożera ręczne zszywanie części a raczej, uprzednie wypychanie kawałków. 
Posiadałam kilka poduszek, nieużywanych ze względu na spranie kompletne, wypełnionych poliestrowym wkładem. Cóż... już ich nie posiadam. Poszukuję miejsca gdzie za niewielkie pieniądze uzupełnię braki w materiałach wypełnieniowych i mam nadzieje, że poduszki będą miały sensowny wkład (ostatnia miała wypełnienie w formie małych, spranych cząstek... ładowanie tego do szczupłej tildowej kończyny było mordęgą).

Aktualnie na warsztacie:

Uprasza się o wybaczenie bałaganu w tle, ale to mój własny, Tfurczy bałagan. Niebieski segregator zawiera część wzorów na druty, biały na zabawki szydełkowe a z boku widać wykroje na Tildy. Zdjęcia by J. ale specjalnie bez artyzmu, mają służyć jedynie jako raport z frontu :)


 - jeden miś - główka połączona z tułowiem, łapki przyszyte, teraz schnie po praniu bo muszę poprawić krzywo przyszyte nóżki
 - jedna lalka - posiada wypchane i zszyte wszystkie części, prezentuje się nago
 - jeden kotek, w formie niewypchanych skórek, pyszczek już teraz przypomina bardziej prosiaka niż Felis catus
 - kolejna lalka, również w stanie zszytych kawałków wołających o wypchanie i nadanie jako takiego kształtu.

Na kartce pomysłowo-inspiracyjnej dwa króliki i dwie lale, które pozostaną chwilowo tajemnicą, bo mają swoje osoby przeznaczenia a i muszę przemyśleć nadane imidże pod kątem "czy porywam się z motyką na słońce, vel moje marne umiejętności?".

W dodatku materiałów ciekawszych mi trzeba! Z resztek z Maminego pawlacza można zrobić jeszcze wiele,  ale ile można powielać marynarskie ubranka i robić ze wszystkich maskotek blade twarze? Jedyny dostępny kolor ciałka to chwilowo biały, ale aktualnie będące na warsztacie zabawki przerobiłam na lekki beż, za naszymi babciami, farbując je w herbacie. Niestety eksperyment nie wyszedł najlepiej, co widać na łapce misia, gdzie kawałek mimo wcześniejszego uprania, herbaty zupełnie nie złapał. Nie wiem, nie rozumiem, muszę iść na zakupy materiałowe.

Tutaj fotki trochę bardziej aktualne.

Bluzeczko-sukieneczka należy do misia, troczki przyszyte na środkach do tunelu, brzegi zawinięte na dwa przeszycia, kieszonka również -wszystko po to, żeby małe, zwinne rączki nie zrobiły sobie z ich pomocą krzywdy.

Miś zszyty na guziki, ale guziki specjalnie wybrane bardzo duże, żeby nawet jak dziecię zdolne urwie to nie dało rady połknąć. Całość wykonana jedynie z bawełny, wielokrotnie pranej, miś zafarbowany absolutnie nietoksyczną herbatą (przez to odrobinę nierówno), jeszcze przeprany razem z wypełnieniem w celu sprawdzenia wytrzymałości szwów.


Na dzisiaj plan następujący:
 - dokończyć misia, który jutro powędruje w słodkie łapki córeczki koleżanki
 - ubrać lalkę
 - przygotować "skórki" dla projektów z kartki inspiracyjnej
 - spróbować uszyć torbę, jako kolejny stopień wtajemniczenia maszynowego
 - jeśli któryś z powyższych punktów wypadnie z kolejki - kontynuować robienie Dew Drops Shawl przy miłym filmie.

Mimo bycia wciąganą przez maszynę i całe mnóstwo projektów tfurczych w głowie, muszę wrócić do drutów, wszak jesień już za pasem, a na tę porę roku jest właśnie kilka niezobowiązujących zamówień dla krewnych i znajomych królika. Ale zabawki.... ale maszyna... wszak wypożyczona, oddać w końcu będzie trzeba... :( A jak trzeba będzie oddać, to wiem, że jakąś w końcu kupię - dla siebie, do głaskania, podziwiania a dopiero na końcu listy - do wyczyniania kolejnych dziwadeł :) 
Już wiem, że to będzie Łucznik, jeszcze nie wiem który. Obawiam się, że mój wybór będzie pokierowany raczej możliwościami portfela, ale jak popatrzyłam tutaj na ceny i to co maszyna posiada, wiem już, że niżej niż wypożyczony 340 FA nie zejdę. 
Poza tym dowiedziałam się już, że naoliwienie maszyny daje bardzo dużo, tak samo jak zgarnięcie sterty kłaczków z okolic bębenka i transportera :) Jestem z siebie naprawdę dumna :)

Robótkową sobotę czas zacząć! Drugą kawą oczywiście :)

Pozdrawiam nowych komentatorów oraz obserwujących i zapraszam wkrótce na nowe wieści z frontu :)