piątek, 3 sierpnia 2012

Włóczki i igrzysk!

Możnaby zakrzyknąć. Której druto/szydełkoholiczki nie zaswędzą łapki jak dorwie się do składu włóczek wszelakich? Nawet kiedy w domu kwitną niedokończone projekty a w pudle czekają na swoją kolej zastępy kłębków różnorakich? niech pierwszy rzuci kamień...albo lepiej niech nie rzuca, wszak różne przypadki po ludziach chodzą :)

Jak powyżej nakładam sobie szlaban na zakupy włóczkowe dopóki nie zużyję sporej części ze swoich zapasów. W związku ze zbliżającym się urlopem i dwoma zaplanowanymi większymi projektami, stwierdziłam braki w zasobach włóczkowych. Tak to niestety jest jak się napalić na chusty dwumotkowe a tutaj wskakuje w kolejkę projekt odzieżowy wymagający "trochę" większej ilości materiałów. Urlop zaczęłam w piątek o 15:30 ale skąd wytrzasnąć dobrą włóczkę lub uzupełnić zapasy w krótkim czasie dzielącym wyjście z pracy od poranno niedzielnego wyjazdu? Tutaj z pomocą przychodzi (reklamuję z własnej nieprzymuszonej woli, wciąż pod wrażeniem zasobów widzianych osobiście) amiqs. Chyba ze dwa wpisy temu wspominałam o nieodpartym pragnieniu "posiadania" sklepu stacjonarnego z włóczkami z wyższej półki, z możliwością pomacania bezstresowego i cenami nie-z-kosmosu. Znalazłam. Pół dnia wpatrywałam się w zasoby na monitorze ale gapie nie przyszło do głowy zrobić zamówienia internetowego i nie zawracać gitary przemiłej Pani na miejscu, o nie, należy tuż po pracy pobiec kurcgalopkiem, w deszczu, na 20 minut przed zamknięciem, z karteczką w łapce i wybierać, jeszcze durno dopytując czy można płacić kartą... A można było prościej - zamówić, wyjąć pieniążki z bankomatu i grzecznie paczuszkę odebrać, na pewno w dokładnie takim samym czasie, nie robiąc przy tym z siebie człowieka jaskiniowego :)
Nic to, stało się, włóczki cudownej piękności zakupione, braki w akcesoriach uzupełnione, na 100% zawitam ponownie, czy to na zakupach, czy na spotkaniu robótkowym (aż świerzbi conieco, żeby opóźnić wyjazd niedzielny i wziąć udział w najbliższym mitingu :) ). A dla chętnych podgląd, perfidnie pożyczony ze strony http://obuktolach.blogspot.com/2012/07/showroom-amiqs.html. Gapa (ja) oczywiście dopiero teraz trafiła na ten opis ze zdjęciami i zauważyła nareszcie na stronie fejsbukowej, że amiqs działa również jako sklep... Oj potrzebny mi ten urlop straszliwie bo komórki mózgowe mi wymierają i fałdy się wygładzają (szkoda, że jedynie te wewnętrzne).

Z doniesień z drutu: Gingko się udziało, zatem na konkurs MagicLoop powędruje inna robótka. Chusteczka może nie powala wielkością (zwłaszcza w porównaniu z widocznym popielatym potworem), leciutka jak piórko a grzeje. Zużyte niecałe pół motka Malabrigo Lace na drutach 3,5, wzór swoją prostotą body fantastycznie uwidacznia kolorystykę a ozdobny border dopełnia całości. Według mnie jest to świetny pomysł na wykorzystanie wielokolorowej włóczki. Bardziej skomplikowany wzór trochę by ginął. Jestem szczerze zakochana. Zatrzymam dla siebie z prostej przyczyny - ni du du nie wiem co zrobić z łączeniem włóczki (niestety akurat tutaj była w dwóch kawałkach na motku), które wypadło akurat w okolicach oczka środkowego. Supełka wprawdzie nie widać, ale bardzo wyróżnia się miejsce gdzie włóczka jest poprowadzona podwójnie :( Tak czy inaczej, jestem szczerze zakochana, zatrzymuję i pozwolę sie grzać wczesną jesienią, albo w chłodniejsze wieczory na urlopie :)




Na zdjęciach moja droga M. jak Modelka, widać jaka jest różnica w rozmiarze chust :) szara to wspominana parokrotnie olbrzymia Haruni.

Ze spraw innych. Zaczęłam on the beach by Isabell Kraeme i coś mi się przestało zgadzać w okolicach oszałamiającego 16 rzędu. Zostawiłam, w chwili wolnej usiadłam, rozpisałam na kartce, wyliczyłam i mam gotowy wzór w formie rozpiski dla laika, jakim w dzierganiu odzieżowym jestem. Zajmuje on jednostronnie dwie kartki A4 w kratkę, ale wszystko się zgadza. No niestety wyłazi ze mnie matematyk wzrokowiec i wszystko muszę mieć krok po kroku rozpisane. Mam nadzieję, że zdobyte na tym swetereku doświadczenie pozwoli mi zmniejszyć na przyszłość zużycie papieru :) Inna sprawa, że jakikolwiek twórca wzorów za głowę by się złapał patrząc na moje notatki, najważniejsze jednak, że ja je rozumiem. Zatem wracam do dziania.


Tak wybywam na urlop, urlop w kawałkach, w paru miejscach na raz, bardzo ruchomy, ale nareszcie urlop. Wyczekane, wymęczone, w 200% zasłużone 3 tygodnie laby. A ponieważ moje plany urlopowe mają tendencje do spełniania się zupełnie na opak, niniejszym obiecuję:
 - niedosypiać i wstawać w kurami
 - harować jak wół, albo i dwa
 - pamiętać o powrocie do pracy i nosić ze sobą komórkę służbową
 - taplać się w deszczu i chcieć więcej zimna i chmur
 - zrobić kolejny doroczny remont (do tej pory praktycznie co roku przeprowadzałam się i zużywałam urlop na wyremontowanie nowego lokum, tradycji musi stać się zadość)
 - ogólnie - nie wypocząć.
Tak rzekłam! HOUGH!

Znikam na tydzień na razie, czytanie wpisów ponadrabiam w przyszłą sobotę.

Na do-zobaczenia/do-napisania moje (nasze) zwierza sztuk 3 :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz