środa, 25 lipca 2012

Co się dzieje?

Tyle napokazywałam się rzeczy co już z drutów zeszły, czas na te co wciąż na nich są :)

Wczoraj późnym wieczorem z drutów spadła kolejna Haruni - dowodów fotograficznych ze względu na brak słońca nie ma. Kolor szary, ciemno gołębi, włóczka: Opus Diament, 80% angora, 20% akryl. Mięciutka, robiło się sympatycznie, ale trzeba uważać przy robieniu bo prucie jest ciężką katorgą. Na szczęście te swoje 3 błędy wyłapywałam w następnych rzędach więc jakoś przebrnęłam. Wzór uwielbiam - prosty, absolutnie fantastycznie opisany i bardzo łatwo się go nauczyć. Łapałam się w trakcie na robieniu intuicyjnym :)
Pozostaje blokowanie z którego wyjdzie mi chyba prześcieradło patrząc na rozmiary szarej kupki. Gorzej z miejscem. Pozostaje nadzieja, że po pracy uprana chusta wyschnie do wieczora, wszak to nie bajka, żeby spać na szpilkach. A innych miejsc po za łóżkiem sypialnianym mieszkanie nie przewiduje. Niby jakaś karimata, czy inne ewentualne podłoże, gdzieś w kącie się kurzą, ale fakt posiadania dwóch mocno sierszczących się kotów nijak nie pasuje do blokowania wielkiej chusty z długim włoskiem na środku podłogi :(

Tak, mieszkają z nami dwa koty. Starsza: czarno biały dachowiec, niesamowicie gadatliwa Hejka i młodsza: jakaś pochodna main coona lub norweskiego; z racji dosyć nikczemnych rozmiarów oraz zatrzymania się wielkością i proporcjami w okolicach kociej podstawówki - raczej nierozpoznawalne. Za to miłością i urokiem wielkich "dziecięcych" łapek rekompensuje swoją nieprzystawalność :)

Wracając do robótek w trakcie:

 - na szydełku - mały minion z przyjemnej kreskówki "Despicable me". Korpusik wykończony i wypchany, wygląda jak trochę zżółknięta parówka i czeka na spodenki i resztę osprzętu.
 - z drutów jakiś czas temu zeszły inne mitenki, jednak postanowiłam, że podszyję niedokończone pikotkowe brzegi dopiero jak zakończę Haruni - zatem dzisiaj wena musi przyjść...

Innych UFOków moja szafa nie zawiera, chociaż gdzieś upchnęłam mankiety z kolejnych mitenek Sourwood Mountains ale po zobaczeniu jak wyglądają z wybranej włóczki straciłam do nich serce i raczej czekają na sprucie.

Z robótek mniej włóczkowych ale wciąż ręcznych.
W kolejce czeka nieskończony projekt grafiki na ścianę, na razie na poziomie powiększania na brystol, oraz drugi już na brystolu, czekający na przeniesienie na ścianę i zamalowanie czarnymi farbkami - oczywiście temat koci :).
Tak samo na przemienienie w żurawie czeka mała paczuszka kartek kolorowych do origami - plan jest żeby zawiesić girlandę w miejscu nieobecnego sypialnianego żyrandola, czy dojdzie do skutku - zobaczymy. Na razie jeden czarny żuraw przyciąga wzrok ozdabiając mój monitor w biurze.

Wakacje przed nami (jeszcze półtora tygodnia), włóczki do zabrania zaplanowane, pozostaje jeszcze wymyślić wzory nie wymagające nadmiernego skupienia. chwilowo "zasadzam się" na wzór
Firebird CARDI by Małgorzata Rak. Wpatruję się w jej świetne pomysły już długi czas, teraz usiłuję wymyślić, z której z moich skarbowych włóczek zrobić dla siebie :)

Pozdrawiam śród-tygodniowo :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz